poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 2

***
Przetrwałam!!! Nawet nie wyobrażacie sobie kogo dzisiaj spotkałam! Rossa Lynch'a! Tak tego Rossa, tak tego Lynch'a i NIE nie żartuję. Przyszedł sobie jak nigdy nic do mojej szkoły, klasy, a nawet ławki i myśli, że kurde mu tak wszystko wolno! Skąd on się tu w ogóle wziął? Znudziły mu się salony w Los Angeles i postanowił przenieść się do największej dziury we wszechświecie? Muszę się go o to zapytać... Ale ja już wam opowiadam co się działo, bo wręcz słyszę cisnące się na wasze usta pytania: Jak zareagowałaś, gdy go zobaczyłaś? Jest aż taki przystojny jak w telewizji? Rozmawiałaś z nim? Już wszystko tłumaczę: Około 7:55 zderzyliśmy się, kiedy usiłowałam przedostać się na lekcje, moja kochana przyjaciółka od serca musiała się oczywiście spóźnić, więc jedyne wolne miejsce znajdowało się w mojej ławce i tak oto blondynek znalazł się ponownie obok mnie. Oczywiście przez całą lekcję miałam wrażenie, że dostałam jakichś halucynacji od słońca i nadmiaru wrażeń, jednak Rachel musiała uświadomić mi ( i przy okazji całej klasie), że wcale nie śpię. Otóż kiedy Jerry (nasz nauczyciel) wyszedł odebrać telefon zrobił się jeden wielki harmider-nic nowego. Jeremy zaczął zagadywać do Rossa coś o tym, że fajnie że jest w naszej klasie, na pewno dobrze się dogadają i tym podobne bzdety, a Rachel bardzo dyskretnie i cicho zapytała się Taylor:
- Ej to jest ten chłopak co go Sky tak uwielbia??-totalna żenada! Całą lekcje spędziłam na wyjątkowo dokładnym sporządzaniu notatek z lekcji... No i  sumie to koniec historii, bo resztę dnia spędziłam spacerując z Eri i śledząc jej obiekt zainteresowań. Rossa widziałam tylko kiedy wchodził i wychodził z klas, bo o dziwo złapał świetny kontakt z Jeremim i wyglądało na to, że ze wszystkich sił unikał zalotów Wielkiej Trójki. To musiał być dla nich szok! Zdziwieni co nie? Zero pisków, płaczu, skakania ze szczęścia i tym podobnych... Szczerze sama się sobie dziwię, bo kiedy byłam młodsza milion razy wyobrażałam jak będzie wyglądać nasze spotkanie, a tu...nic. Zero fajerwerków, serduszek, przytulasów....nic. Bo w sumie to co ja o nim wiem? Suche fakty, które podają nam media, a teraz w końcu mam okazję poznać go na prawdę. Bez telewizji, reporterów, plotek i domysłów. Mogę zobaczyć jaki jest w prawdziwym życiu i nie mówię tu o miłości od pierwszego wejrzenia, mówię o tym że mam szansę zaprzyjaźnić się z kimś kto może, w końcu mnie zrozumie...
No więc to chyba na tyle bo jutro o 6:00 mam pierwszą w tym roku próbę i muszę być wypoczęta ;) Całuski, Wasza Sky ;*
-Juice!!! Stój!-co mnie podkusiło żeby kupić sobie psa i na dodatek spuścić go ze smyczy? Od dobrych 15 minut goniłam go po całej okolicy próbując zagonić do domu. Niestety bez skutku, a przecież za pół godziny muszę być w audytorium, bo inaczej chłopaki i Natalie mnie zabiją.- No poczekaj na mnie!-krzyknęłam i zatrzymałam się na chwilę. Nigdy nie byłam fanką biegów długodystansowych, a przez ostatni kwadrans przebiegłam więcej niż w ciągu ostatniego tygodnia. Resztkami sił zaczęłam więc biec truchtem co chwila wołając Juice'a i z całych sił próbując nie potknąć się o własne nogi i...potknęłam się! Pierwsze co pomyślałam to: Czemu ulica nie jest twarda? Drugą myślą było: Na kim ja kurde leżę?
- Jeszcze raz na mnie wpadniesz i pomyślę, że robisz to celowo.-usłyszałam i momentalnie podniosłam się z ziemi. Ross wstał równo ze mną i zaczął się we mnie wpatrywać. Nie wiem czy myślał, że się speszę albo coś w ten deseń, ale postanowiłam nie odwracać wzroku i urządzić sobie mały pojedynek na spojrzenia.Nagle ni stąd, ni zowąd zaczął się śmiać.
- A tobie co?-spytałam się zdziwiona
- Nic, nic. Po prostu czekam jak długo wytrzymasz zanim zaczniesz piszczeć.-powiedział rozbawiony
- Co?
- Oj, no weź przestań Jer powiedział mi że masz obsesję na naszym punkcie.
- Po A: Od kiedy to Jer wie na czyim punkcie mam albo nie mam obsesji, po B: muszę iść bo gonię psa.- stwierdziłam mocno wkurzona i ruszyłam przed siebie. Po chwili poczułam jak Ross łapie mnie za ramię.
- Twój pies wpadł na moje podwórko, a ja przepraszam. Nie chciałem wyjść na jakiegoś kretyna.
- No a jednak wyszedłeś. Jak przykro.- powiedziałam z ironią i otworzyłam furtkę do domu obok.- To twój dom tak?-upewniłam się
- Tak, tak. Wchodź.-powiedział. Widziałam, że zrobiło mu się naprawde głupio po tym co powiedzial, jednak stwierdzilam, że jeżeli chce mojego wybaczenia będzie musiał się jakoś odkupić.-Często biegasz po okolicy?-spróbował zmienić temat.
- Tylko w nadzwyczajnych sytuacjach, jak ta dzisiejsza. A ty często wierzysz we wszystko co mówią osoby, których prawie w ogóle nie znasz?
- Nie, już cię przeprosiłem za ten tekst. Po prostu nigdy nie chodziłem do szkoły i chce się jakoś wpasowac, a Jer wydaje się całkiem sympatyczny.-tłumaczył się
- Bo on jest sympatyczny, ale czasem lubi pleść trzy po trzy. Tak w ogóle to jestem Sky.-powiedziałam bo uświadomiłam sobie, że nigdy nie miałam okazji się przedstawić.
- A ja Ross.- odpowiedział sciskajac moja dłoń.
- Wiem.- stwierdziłam mało myśląc i po chwili bardzo zainteresowałam się zapinaniem Juice'a na smycz.
- Czyli jednak słyszałaś o mnie.- powiedział niepewnie Ross
- No pewnie, że slyszalam. Uwielbiam R5.-powiedziałam już z większym uśmiechem na twarzy, bo moja podła natura nie pozwoliła mi na zgrywanie poważnej dłużej niż pięć minut.- Ale to wcale nie znaczy, że man obsesje.-sprostowałam
- To dobrze, bo już się bałem, że bede musiał szukać innej szkoły.-powiedział z ulgą a ja tylko uniosłam brew ze zdziwieniem.
- A to niby czemu?
- Bo chce żeby te trzy lata, które spędzę w liceum były tylko moje. Rozumiesz?-spytał dość niepewnie. Niepewny Lynch, a to ci dopiero.
- Tak mi się zdaje.-powiedziałam i zdałam sobie sprawe, że sama też straciłam pewność siebie.
- A co tu w ogóle robiłaś? Poza gonieniem psa oczywiście.
- W sumie to nic. Starałam się nie spoznic na próbę w audytorium.
- Grasz na czymś?-zapytał wyraźnie zaciekawiony
- Bywa i tak.- stwierdziłam wymijajaco
- To może kiedyś cię posłucham.- zamyslil się
- Na pewno. Ja i mój "bezimienny" zespół jesteśmy jak licealne R5.- zażartowałam, a on zaczął się śmiać.
- No to obowiązkowo muszę wybadać konkurencję.- powiedział i smialismy się przez chwilę, jednak zaczęło robić się coraz pozniej, a na prawdę nie chciałam się spoznic już pierwszego dnia.- Dobra już cię nie zatrzymuję, do zobaczenia w szkole.
- Do zobaczenia, postaram się cię już więcej nie przewracać.-powiedziałam na pożegnanie, a gdy oddalałam się usłyszałam jeszcze:
- Mi to w ogóle nie przeszkadza telefonku...
~Ale się rozpisałam. ;) Także oto i macie rozdział number two, piszcie co o nim sądzicie i czy chcecie następne rozdziały. Czekam na wasze komentarze ;*

3 komentarze: