... i tak to się mniej więcej zaczęło, a resztę już pewnie wiesz.-skończył opowiadać swoją historię. Wracaliśmy właśnie ze szkoły i Ross zaoferował się, że odprowadzi mnie do domu.
- No jasne, że wiem. Sława, bogactwo, masa fanek..- wyliczałam po kolei na palcach
- Bardzo zabawne.- powiedział sarkastycznie, jednak nie przestał się uśmiechać, więc uznałam, że żartuje tak samo jak ja.- A co z twoją historią?
- Nie ma o czym opowiadać.-stwierdziłam-Urodziłam się tutaj, dorastałam, chodziłam do jednej klasy z większością tych ludzi odkąd mieliśmy po 6 lat, same nudy...
- Nie, chodziło mi o twoją historię związaną z muzyką. Jak się nią zainteresowałaś?
- Tu też nie ma się zbytnio o czym rozgadywać. Kiedy miałam 9 lat rodzice zapisali mnie na lekcje fortepianu, dwa lata później sięgnęłam po gitarę, a śpiew jakoś sam przyszedł.
- Jakoś?! Czy ty się kiedykolwiek słyszałaś? Jesteś niesamowita!- mówił rozentuzjazmowany, jednak jakoś ciężko było mi uwierzyć w jego słowa.
- Szczerze?- zapytałam niepewnie, a on skinął głową- Zdaje sobie sprawę, że może gdzieś tam mam śladowe ilości talentu, jednak moje otoczenie skutecznie je uciszyło, a kiedy założyliśmy zespół, no wiesz ten o którym ci opowiadałam na lunch'u. Pół okolicy stwierdziło, że mi odbiło i robię to tylko żeby się popisać. Poza tym ludzie stąd mają odmienny gust muzyczny niż ja, więc...-przerwałam, bo sama nie wiedziałam jak wytłumaczyć mu, że nie chcę się wybijać, ponieważ osoba, która powinna być moim największym fanem wyzywa mnie za każdym razem, gdy tylko wspominam o występach przed większą publicznością.
- Jakoś nie wyglądasz mi na osobę, która przejmuje się opinią innych.- sprostował Ross
- Bo tak nie jest!- zaprzeczyłam.- Ja po prostu nie lubię się wychylać.- to było po części prawdą, bo faktycznie nienawidziłam wybiegać przed tłum, a później tłumaczyć się z moich szalonych pomysłów.
- W każdym razie powinnaś coś z tym zrobić.
- A ty co? Dzisiaj pierwszy raz gadamy ze sobą bez wpadania na siebie i nienormalnych zwierząt,a ty już myślisz, że możesz mi mówić co mam robić?
- No tak troszkę myślałem.- powiedział i dał mi kuksańca- A te zwierzęta to było o twoim psie czy Jeremim?-zapytał a ja nie wytrzymałam i oboje parsknęliśmy śmiechem.- Fajny jesteś.-chlapnęłam bezmyślnie i po paru sekundach czułam jak moje policzki płoną czerwienią.
- A ty się fajnie rumienisz.- powiedział i mrugnął do mnie z uśmiechem.- Także tutaj mieszkasz?-zapytał kiedy doszliśmy do mojej ulicy. Dzięki Bogu zmienił temat!
- Tak, to ten dom po lewej.-powiedziałam wskazując na ceglany budynek znajdujący się bardzo blisko nas.
- To całkiem niedaleko ode mnie. Może wpadnę po ciebie jutro przed szkołą i pójdziemy razem?
- Czemu nie, we dwoje zawsze raźniej.
- W takim razie będę o 7:20.-powiedział
- O której?! Co najmniej 7:30!- zaprotestowałam
- Może być, ale jak nie będziesz gotowa to wpakuję ci się do domu przez okno i dosłownie zwlekę z łóżka.
- Nie będzie takiej potrzeby.- stwierdziłam, jednak kiedy wyobraziłam sobie taką sytuację zaspanie okazało się całkiem kuszącą propozycją.- No to jutra, pa.
- Narka.- powiedział i odszedł w kierunku swojego domu, a ja weszłam na podwórko, gdzie czekał na mnie uradowany Juice.
- No i co się tak cieszysz?- zapytałam- Po protu mamy podobny gust muzyczny.- powiedziałam próbując znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie dzisiejszego zachowania Ross'a. Usłyszał rano jak śpiewam, porozmawialiśmy chwilkę, poszliśmy na lekcje, zapytał czy nie oprowadzę go po szkole, zgodziłam się, zgadaliśmy się na temat kilku kapel, których oboje słuchamy, no i odprowadził mnie do domu. Koniec historii. Pomyślałam, że napiszę do Erici, ponieważ nie było jej dzisiaj w szkole(już drugiego dnia!), jednak kiedy otworzyłam laptopa zobaczyłam z bilion wiadomości od Tris i Joy:
TRIS:
~Czy to prawda, że Ross Boski Lynch jest tutaj?!!!!!- O nie.... jak ona mogła tak szybko to rozgryźć, teraz nie da mi żyć. Następna wiadomość też była od niej.
~TO PRAWDA!!! Czemu nic mi nie powiedziałaś? Gadałaś z nim? Jaki jest? Reszta też tu przyjedzie? ODPISZ!
Kolejne dwie wiadomości były od Joy:
~Ej słyszałam jakieś plotki o sławnych ludziach na końcu świata. To prawda?
~Jak tam szkoła? Amy ciągle żyje, czy mogę wyprawiać imprezę?-ha ha ha. Szczera jak zawsze. Szybko jej odpisałam.
~ Żyje, żyje, ale imprezę ciągle możesz zrobić. Co do reszty wszystkiego dowiecie się w sobotę. Buziaki ;*
Po wysłaniu sms-a, sprawdziłam kilka portali społecznościowych, jednak ponieważ nie znalazłam nic ciekawego, postanowiłam odrobić lekcje. Zajęło mi to mniej więcej 15 minut, więc miałam jeszcze sporo czasu do wieczornej próby. Wzięłam moją ulubioną książkę i zaszyłam się na kanapie w salonie, nawet nie wiem kiedy usunęłam. Obudziłam się, a na zegarku była już 18, jednak wciąż miałam prawie godzinę. Pomyślałam że mogę napisać coś na blogu, więc usiadłam przed laptopem i otworzyłam swój profil. O dziwo było na nim ponad 100 komentarzy i nie do końca dotyczyły one mojej twórczości.
~Myślisz że teraz staniesz się taka popularna?
~ Zostaw Rossa w spokoju!
~ Nikt i tak nie liczy się z twoim zadaniem.
I cała masa innych... Większość po prostu olałam, bo były to tylko nieuzasadnione docinki zazdrosnych ośmiolatek, jednak jeden wpis przykuł moją uwagę. Nie był on zwykłym hejtem, to była groźba.
~ Widzę że szybko się pocieszyłaś. Ciekawe czy Erica otrząśnie się równie szybko, gdy dowie się co robiłaś w wakacje... :*
Jak to możliwe? Kto to napisał? Przecież nikt nie wiedział... Nie mógł wiedzieć! Ale gdyby nie wiedział, nie napisałby tego komentarza...
~~~~~~
Już czwarty rozdział! Dzisiaj nareszcie postanowiłam wprowadzić nieco akcji ;) Mam nadzieję, że wam się podoba i zachęcam do komentowania, bo to bardzo motywuje do pisania ;**
Super blog i rozdział czekam na next ♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡
OdpowiedzUsuń