niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 10

"Sometimes we're holding angels and we never even know..."
- Sky to nie tak...- powiedział Ross, gdy zobaczył mnie siedzącą przy ognisku.
- Nie musisz mi się z niczego tłumaczyć.-warknęłam
- Ale porozmawiamy później.- zapytał niepewnie.
- Zobaczy się.- mruknęłam i bardzo zainteresowałam się moim napojem. Po północy goście zaczęli wychodzić, a ja zostałam w towarzystwie Joy i Tris, które zaoferowały się pomóc w sprzątaniu.
- Okey masz 10 sekund, żeby powiedzieć nam co się stało, albo przejdziemy do rękoczynów- wyrzuciła w końcu Tris
- Nic.- skłamałam.
- Taaa.. a tą smutną minę przywdziałaś bo słońce zaszło. Nie zgrywaj melancholijnej bohaterki taniego romansidła, tylko gadaj. Albo będę miała okazję zastosować metody przesłuchiwania więźniów z ,, Czasu Honoru".
- Hę?- zapytała zdezorientowana i nic nie rozumiejąca Tris.
- Nie ważne.- szybko spławiła ją Joy i przeniosła swoje spojrzenie z powrotem na mnie.
- No co się tak gapisz?- zapytałam
- Czekam...
- No to się nie doczekasz.
- No weeeeeź nam powiedz.- zaczęła błagać Tris robiąc szczenięce oczy.
- No nie!- kłóciłam się
- Nam nie powiesz?
- Ross całował się z Rachel. Zadowolone?- wyrzuciłam z siebie, bo nie byłam w nastroju do słuchania ich nieustających jęków.
- Co zrobił?!- krzyknęła zdziwiona Joy
- Nie drzyj się.- mruknęłam pod nosem lecz zostałam zignorowana przez Tris, która już knuła plan zemsty.
- Wyrwę tej jędzy język z gęby. O! Albo lepiej pokarze wszystkim jej zdjęcie z drugiej klasy jak miała pryszcza i dobre 5 kilo za dużo.- wymieniała, a Joy co raz wtrącała coś o sztuce konwersacji i rozwiązywania konfliktów bez przemocy. Czasem to nie wiem dlaczego ja się w ogóle z nimi zadaję?!
- Dziewczyny możecie przestać?- zaproponowałam, a one spojrzały na mnie tym swoim zbolałym wzrokiem.
- No tak, przecież ty tak cierpisz, a my cię zignorowałyśmy i pleciemy trzy po trzy.- o nie, nie, nie! Już lepsze szatańskie plany, od litości!
- Wcale nie cierpię. Ja i Ross jesteśmy przyjaciółmi i może umawiać się z kimkolwiek mu się podoba.- zaczęłam wyjaśniać.
- To czemu masz minę jakbyś miała zaraz zwymiotować?-'bo tak się czuję...'
- Po prostu jestem zszokowana, że to Rach, koniec historii. Jasne?- zapytałam widząc już otwierająca się buzię Tris. 

Resztę wieczoru ( a w sumie nocy) spędziłyśmy na sprzątaniu, więc gdy o czwartej nad ranem udałam się do łóżka nie myślałam już zupełnie o niczym. Następnego dnia obudziłam się o 13 i ledwo zwlekając się z łóżka, postanowiłam wrocić do niego jak tylko coś zjem. Zeszłam więc na dół do kuchni i pierwszym co zobaczyłam była kartka leżąca na stole.
Był tu Ross i prosił żebyś do niego zadzwoniła. W lodówce masz obiad.
Kocham Cię.
Mama
Ross tu był? Ciekawe co ode mnie chciał... Bo jeżeli chodziło o jakieś nędzne przeprosiny to mogliśmy je sobie darować już na wstępie. Wcale nie obchodziło mnie jego życie osobiste. No dobra obchodziło.... Ale i tak nie miałam zamiaru słuchać jego paplaniny. Byliśmy przyjaciółmi, mógł całować kogo chciał... Nawet Rachel. Chociaż na samą myśl o tym odechciało mi się jeść. Jednak co się stało to się nie odstanie, a zapiekanka, którą zrobiła mi mama wyglądała bardzo smakowicie.
Po woli przeżuwałam kęs za kęsem myśląc o całej wczorajszej imprezie. Reasumując nie była ona wcale taka najgorsza... Nagle dostałam sms-a.
Mamy problem!
Drake.

~~~~~~~~
Jak zwykle spóźniony, ale jest! NOWY ROZDZIAŁ! Aż trudno mi uwierzyć, że to już 10 ;) Mam nadzieję, że jeszcze nie zanudziłam was na śmierć i zachęcam do komentowania ;***


niedziela, 3 maja 2015

Notka Autorki

Heeeej :) Chciałabym serdecznie zaprosić was na blog, który niedawno założyłam z moją przyjaciółką. Jest on związany z naszymi ukochanymi serialami: Pamiętnikami Wampirów i The Originals. Więc jeżeli jesteście ciekawi to wpadajcie: urmyperfectstorm.blogspot.com ;)

P.S. Nowy rozdział pojawi się najprawdopodobniej jeszcze dzisiaj ;**

Kocham Was  <3

czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział 9




- Wszystkiego najlepszego!- wykrzyknęli Ross i Erica, gdy tylko ujrzeli mnie na dziedzińcu.
- Głośniej się nie da?- zapytałam z wielkim uśmiechem na twarz. Urodziny zawsze były moim ulubionym dniem w roku, jednak dzisiaj miało być jeszcze cudowniej niż zawsze.
- Da, ale nie mam zamiaru robić z siebie debilki.- zażartowała Erica i weszliśmy na szkolny korytarz. Ross poszedł do swojej szafki po książki, a ja i Rica do naszych. Kiedy wyjmowałyśmy książki podeszła do nas Rachel i Tay.
- Wszystkiego najlepszego.- powiedziały tym swoim przesłodzonym tonem.
- Dzięki.- odpowiedziałam, a one mnie uściskały
- Już nie mogę doczekać się dzisiejszego ogniska.- piszczała Rach
- Tylko nie załóż szpilek.- powiedziała kąśliwie Eri, a ja kopnęłam ją w kostkę na co tylko spojrzała na mnie spode łba.
- Nie mam zamiaru.- odpowiedziała z uśmiechem Rachel, po czym pożegnały się z nami i pobiegły do klasy, chociaż pierwszą lekcje mieliśmy wszyscy razem.
- Nie rozumiem po co w ogóle je zaprosiłaś.- wyparowała Erica
- Bo są z nami w klasie, a ja je przecież uwielbiam. Zapomniałaś?- powiedziałam ze śmiechem i pociągnęłam za sobą do klasy.
- Sorry piękna, ale dzisiaj siedzisz sama.- wykrzyknął na powitanie Jerr i wskazał na siedzącego koło siebie Rossa
- Zdrajca.- powiedziałam z uśmiechem i poszłam do ławki obok. Ze względu na to, że był piątek, lekcje skończyłam o 13, więc od razu pobiegłam na pola w miejsce, gdzie przygotowywałam swoje urodzinowe ognisko. Ciągle nie mogłam uwierzyć, że się na to zgodziłam, ale Ross i Simon potrafią być bardzo przekonujący, kiedy chcą człowieka do czegoś zmusić. Kiedy wszystko było gotowe postanowiłam wróci do domu i szybko przebrać się w coś bardziej "urodzinowego". Na podwórku siedziała moja mama bawiąc się z Juicem.
- Część. Jak tam przygotowania?- zapytała na powitanie.
- Wszystko już gotowe. Idę się przebrać.- odpowiedziałam i pędem pobiegłam do pokoju. Ubrałam się w czarne jeansy i neonowy żółty top, który był częścią prezentu od moich rodziców. Częścią, ponieważ resztę miałam dostać dopiero za tydzień. Zaprosiłam wszystkich na 18, więc miałam jeszcze prawie godzinę. Spokojnie wróciłam na pola, po czym zaszyłam się w mojej drewnianej chatce i czytałam książkę.
- To tak tu się imprezuje?- usłyszałam nagle i zobaczyłam, że w progu stoi Ross i Rachel.
- Cześć, sorry trochę się zaczytałam.- powiedziałam i zaprosiłam ich do środka, zastanawiając się co u licha robi tu Rach bez Taylor.
- Jesteśmy pierwsi?- zapytała Rachel
- Tak, ale już idą Erica, Zoe, Tris i chłopaki.
- Skąd wiesz?- zapytała a ja wskazałam na z drogę,  gdzie szła cała gromada.
- Sky!- krzyknęła Zoe.- Jak ja cię dawno nie widziałam.- powiedziała i uściskała mnie na powitanie. Było to nasze pierwsze spotkanie po wakacjach, a był już październik, więc faktycznie nie widzialysmy się ogromnie długo. Niestety nie miałyśmy dużo czasu na pogaduchy, ponieważ musiałam przywitać się z resztą osób, które już nadchodziły, a byli to między innymi: Natalie, Amy, Tay, Jeremy, Joy i....
- Ej czy to jest ten chłopak z imprezy?-zapytałam Tris.
- Tak! Nie do pomyślenia co nie?- wykrzyknęła uradowa.- Ale chyba nie masz nic przeciwko, że zaprosiłyśmy Nate'a?- zapytała po chwili.
- Nie, jestem tylko trochę zdziwiona, że Joy znalazła chłopaka szybciej niż my.- powiedziałam
- Niż ja.- uściśliła Tris, a ja tylko spojrzałam na nią wymownie.- No co ty już masz chłopaka.- powiedziała wskazując na Rossa.
- My nie jesteśmy parą.- zaoponowałam natychmiast.
- Jeszcze.- podkreśliła Tris, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam. Zostawiłam na chwilę Tris i poszłam zobaczyć jak miewają się moi goście, w sumie dobrze zrobiłam, bo Amy z niewiadomych przyczyn zaczęła śpiewać do butelki po coli "Break the rules" co było dość przerażające, ale..... Ja nie oceniam....Około godziny 21 Fabian i Jeremy rozpalili ognisko, a Ross i Simon wzięli gitary. Wyłączyliśmy muzykę i zrobiło się bardzo nastrojowo, więc aby upamiętnić ten świetny dzień postanowiliśmy zrobić sobie grupowe zdjęcie. Chciałam aby byli na nim wszyscy, a brakowało kilku osób, więc zwerbowałam Rossa do poszukiwań. Wysłałam go do domku, a sama postanowiłam Taylor i Amy, które zawzięcie o czymś plotkowały i....
-OMG! Serio???-zareagowałam na widok Nate'a i Joy całujących się na tyłach domku- Ja nic nie widziałam...-dodałam ze śmiechem widząc ich miny- Chodźcie do wspólnego zdjęcia.
- Sorry Sky.- powiedział Nate, a ja tylko roześmiałam się na głos. Przy ognisku brakowało już tylko Rossa i Rachel, więc poszłam do altanki ich zawołać.
- Hej słuchajcie wszyscy już są.- powiedziałam wchodząc i momentalnie zamilkłam widząc, że romantyczna atmosfera udzieliła się nie tylko Joy.
- Sky ja...- zaczął Ross, ale mnie już nie było.



~~~~~~~~

Matko w końcu nowy rozdział!!! Nawet nie wiecie jak ciężko było mi go napisać. Na szczęście moja wena wróciła i już pracuję nad kolejnym rozdziałem, więc mam nadzieje że wybaczycie tą długą przerwę między rozdziałami ;*
No i oczywiście Komentujcie, bo to też pobudza moją wenę xD

wtorek, 21 kwietnia 2015

Rozdział 8

"I can't control myself, don't know who I've been and who is this monster wearing my skin"

Obudziłam się o 8:15 i pierwsze o czym pomyślałam było: gdzie ja w ogóle jestem? Drugie to: Która jest godzina?! Pozbierałam się w ciągu trzech sekund i bez pukania wparowałam do pokoju Ross'a, który jak gdyby nigdy nic czytał sobie jakąś książkę na łóżku.
- Czemu mnie nie obudziłeś?- zapytałam
- Wyluzuj, przecież jest sobota.- powiedział spoglądając na mnie
- Co nie zmienia faktu, że miałeś mnie obudzić.
- Oj no nie obrażaj się tylko chodź tu.- powiedział i pokazał na miejsce koło siebie, więc jak to ja rzuciłam się na miękki materac.
- Co czytasz?- zapytałam, a on pokazał mi okładkę
- Jak skończę mogę ci pożyczyć- powiedział
- Okey.- odpowiedziałam i zapadła cisza, która po paru minutach stała się dość niezręczna.
- To co dzisiaj robimy?- zapytał nagle
- My?- zdziwiłam się.
- No, a co? Już masz mnie dość?
- Nigdy.- zażartowałam i dałam mu kuksańca w bok na co zaczął mnie łaskotać, a ja próbowałam obronić się poduszką. Wygłupialiśmy się tak kilka minut, tarzając po łóżku ze śmiechem, aż w końcu Ross niechcący sturlał się na podłogę ciągnąc mnie za sobą, a ja uświadomiłam sobie jak blisko siebie się znajdujemy. I oczywiście musiał zadzwonić jego telefon!
- Sorrka, to moja siostra.- powiedział i podnieśliśmy się z podłogi, a on poszedł do kuchni porozmawiać z Rydel. Usiadłam z powrotem na łóżko i zaczęłam zastanawiać się nad tym co przed chwilą mogło się wydarzyć. Przecież my się praktycznie nie znaliśmy. Co prawda bardzo szybko znaleźliśmy wspólny język i staliśmy się przyjaciółmi, jednak ciągle nie wiedziałam o nim masy rzeczy, a on nie wiedział kompletnie nic o mnie. Może i odpowiedziałam mu na parę pytań, ale tak naprawdę nikt nie wiedział o mnie nic. Nawet Erika...
- Masz pozdrowienia od Delly.- moje rozmyślania przerwał Ross wchodząc do pokoju.
-Dzięki. Pozdrów ja też.- powiedziałam- W sumie to znam jedno miejsce, w które możemy iść.- dodałam i od razu tego pożałowałam. W końcu nie byłam tam tyle lat.
- To leć się ogarnąć, zrobię śniadanie i spadamy.- poinstruował, a ja zrobiłam co kazał. Pół godziny później czyści i najedzeni wyszliśmy z jego mieszkania, po drodze zachaczając o mój dom, żebym mogła odłożyć rzeczy z wczoraj i przebrać się w coś wygodniejszego. Szliśmy pieszo przez dobre 20 minut, w między czasie gadając i jedząc lody, aż w końcu doprowadziłam nad do celu. Był to kawałek ogrodzonego pola, na którym stała mała drewniana chatka oraz huśtawka, a dookoła rosły przeróżne kwiaty.- To tutaj.- oznajmiłam.
- A masz klucz?- zapytał
- Nie. Przeskoczymy przez płot.
- To legalne?
- Tak.- odpowiedziałam że śmiechem.- To moje miejsce, tyle że od ponad roku nikt tu nie zaglądał.- wyjaśniłam.
- A no chyba że tak.- powiedział i przeskoczył furtkę, a ja zrobiłam to samo parę sekund później.- Ładnie tu.- stwierdził, jednak ja kierowana jakaś nieznaną siłą udałam się prosto do drzwi altanki, do których wyjęłam z doniczki klucz. Gdy tylko otworzyłam drzwi, pierwsze co rzuciło mi się w oczy to ściana "marzeń"; tak nazywała ją Joy. Była na niej masa kartek z cytatami, podpisami i zdjęciami moich znajomych, kilkoma autografami oraz ujeciami z moich ulubionych filmów. Zapatrzona na ścianę nawet nie zauważyłam kiedy Ross wszedł za mną do pomieszczenia. Rozejrzał się dokoła i patrząc na ścianę rzucił nieme pytanie, a ja nie mając siły rozdrabniać się w mojej historii powiedziałam tylko.
- Moje najlepsze wspomnienia.- wtedy dopiero zdałam sobie sprawę co na tej tablicy wisi. Zdjęcie przedstawiające dwie dziewczyny z kolorowymi włosami, mające po mniej więcej 15 lat. Uśmiechnięte to obiektywu, przytulały się do swojego ukochanego zespołu zaraz po koncercie. Były takie szczęśliwe i kolorowe, że aż nie sposób uwierzyć w co się przemieniły.
- Sky, czemu mamy wspólne zdjęcie?- zapytał zdumiony Ross zauważając w co się tak wpatruję.

Rok wcześniej...

***
Hallo ludzie! Nie uwierzycie co się dzisiaj wydarzyło: ja i Erica byłyśmy na koncercie R5! Było po prostu wspaniale. Były tam też dziewczyny (czytaj. Zoe, Joy i Tris), jednak one nie załapały się na zdjęcia. Jakoś to przezyją, chyba... W każdym razie ciągle nie mogę uwierzyć, że to się wydarzyło na prawdę. Może i kosztowało mnie to dość sporo (i nie mówię o gotówce), ale warto było. Jakoś przeboleję te kilka nieprzespanych nocy i łez, ale trudno. Wiecie tu nie chodzi o to, że ja narzekam. Ja mam po prostu dość bycia ciągłym pocieszeniem dla innych kiedy wszystko wokół mnie się wali i sama nie mogę tego poskładać do kupy. Na szczęście to już mój ostatni rok w tej szkole, a poźniej zrobie wszystko co trzeba żeby być kimś, kim powinnam stać się już dobre kilka lat temu. Wtedy mój plan nie wypalił, ale teraz będzie inaczej. Zobaczycie! Całuski, wasza Sky ;*

Tego samego roku w wakacje...

***
Mam gdzieś mój plan, mam gdzieś to wszystko! To nie może być prawda. Chcę żeby to był tylko głupi żart Drake'a, albo Josha.... Już nie wiem jak mam go nazywać i co o nim sądzić. To przecież niemożliwe, że to on. Poznalabym go nawet bez okularów i z pofarbowanymi włosami. Nie chcę żeby to był on. Po prostu nie! Wiem, że moja dzisiejsza notka jest dość haotyczna, jednak nie mogę wam powiedzieć o co chodzi, bo jest to sprawa ściśle tajna, ale muszę się wyggadac bo zwarjuję tutaj. Mój przyjaciel z obozu, okazał się moim przyjacielem z przedszkola, który wyjechał i ślad po nim zaginął, a na dodatek ma więcej powiązań z życiem moich znajomych niż mi się w głowie mieści. Rozumiecie, chciałam żeby pierwszy rok w liceum był dla mnie wyjątkowy. Nowa szkoła, znajomi, wiecej możliwości, no wiecie.... A teraz nie dojść, że muszę martwić się swoim życiem, to jeszcze pilnować, aby nikt nie zniszczył życia mojej przyjaciółki. Lepiej być nie mogło!
Całuski, wasza (dzisiaj dość mocno wkurzona i zdołowana) Sky ;*

~~~~~~~~

I kolejny rozdział ląduje na blogu. Dzisiaj dużo retrospekcji, więc mam nadzieję, że jakoś przez nie przebrniecie i doczekacie do następnego rozdziału, który pojawi się już jutro (a w sumie dzisiaj, bo jest już 1:17 xD ) ;***

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 7

"I've got that summertime, summertime sadness"


3 miesiące wcześniej



- Mamo nie ma takiej opcji!- usłyszałam jak Drake krzyczy do słuchawki- Tak, wiem że to może być ona ale nie mam zamiaru rujnować jej życia taką informacją.- ciekawe o czym rozmawiali. - Słuchaj ja na prawdę ją lubie, a jeżeli powiem jej prawdę o Erice to strace je obie.- Jaką prawdę o Erice? Wiem, że nie powinnam podsłuchiwać jednak to było silniejsze ode mnie.- Tak, dobrze. Przemyśle to... Też cię kocham. Pa.-no to się nasłuchałam.

- Hej!- krzyknęłam i wyszłam z za rogu.- Z kim tak romansujesz?
- Cześć! A to tylko mama.- powiedział, ale widać było że zdaje sobie sprawę z tego, że podsłuchałam kawałek jego rozmowy.- Słuchaj ja nie wiem co usłyszałaś, ale to nie tak jak myślisz.
- Więc może mnie oświecisz?- zapytałam bo trochę wkurzyłam się tym jego ciągłym kręceniem. Odkąd poznaliśmy się 13 dni temu zachowywał się jakby znał mnie od dziecka, a na dodatek wiedział wszystko o moich znajomych. W szczególności o Erice... Któregoś dnia opowiedział mi, że poznali się parę lat temu kiedy odwiedzał rodzinę podczas ferii zimowych. Było to dziwne bo Erica nigdy mi o nim nie opowiedziała, a jeżeli o chłopaków jej zakres plotek był jeszcze większy niż mój. 
- Nie mogę... Przepraszam.
- Jak to nie możesz?! Rozmawiasz przez telefon ze swoją mamą o mnie i mojej przyjaciółce i na dodatek cały obóz zachowujesz się jakbyś o mnie wszystko wiedział, a teraz mówisz, że nie możesz mi powiedzieć!
- Słuchaj po pierwsze nie zachowuje się jakbym wszystko o tobie wiedział, a po drugie to jest dużo bardziej popieprzone niż ci się wydaje.
- No to mnie oświeć. W końcu podobno "na prawdę mnie lubisz", a jeżeli się kogoś "lubi" to mówi się mu o wszystkim.
- Dobrze wiesz co do ciebie czuję, ale i tak nie mogę.- powiedział i myślał, że udało mu się zakończyć konwersacje, jednak ja dalej stałam wpatrzona prosto w jego szare oczy. Nie wiem jak długo to trwało, ale w końcu zrozumiał, że skoro jest to nasza ostatnia szansa na jakąkolwiek rozmowę, to nie odpuszczę.
- Jeżeli ci to powiem musisz obiecać, że nikt, nigdy się o tym nie dowie.- powiedział śmiertelnie poważnie.
- Dobrze wiesz, że nie powiem.- powiedziałam, ale widząc jego spojrzenie dodałam.- Obiecuję.

- No więc, pamiętasz jak na początku obozu opowiadałem ci o mojej rodzinie i tym jak poznałem Ericę?- zapytał, a ja skinęłam głową.- No więc tu zaczyna się cała historia, ponieważ nie byłem z tobą wtedy w stu procentach szczery...- zaczął mówić, a kiedy skończył nie wiedziałam czy żartuje, czy na prawdę trafiłam w środek jakiegoś bardzo chorego filmu. W każdym razie w tamtym momencie obiecaliśmy sobie, że sekret który ze sobą dzielimy zostanie na zawsze tylko nasz. Już nigdy nie poruszymy tego tematu chociażby nie wiem, jak bardzo ktoś nas o to wypytywał. Nie byłam pewna czy Drake dotrzyma tej obietnicy jednak musiałam zrobić wszystko co w mojej mocy, aby tak się stało. Nie mogłam zburzyć świata mojej najlepszej przyjaciółki! Nie ja... Nie w ten sposób... Nie taką informacją...

Teraz...


- No dobra Tris puść go już, bo się udusi.- powiedziałam lekko zirytowana i rozbawiona.

- Nie no jest okeeey.- powiedział Ross śmiejąc się i przytulając brunetkę.
- Sorry.- powiedziała oddalając się w końcu od niego.- Na co dzień nie zachowuję się tak,- próbowała wytłumaczyć się Tris co było dość komicznym widokiem, zważając że przykleiła się do Rossa na dobre 15 minut.
- Na co dzień jest jeszcze gorzej.- zażartowała Joy, a Tris zgromiła ją spojrzeniem.
- Bardzo śmieszne.- powiedziała naburmuszona, a ja nie wytrzymałam i zaczęłam się głośno śmiać.
- A tej co?- zapytał Simon podchodząc do nas, na co zaczęłam chichotać jeszcze głośniej.- Dobra, nawet nie chce wiedzieć.- powiedział patrząc na mój napad głupawki.- Tris zatańczysz?- zapytał
- No pewnie.- powiedziała i pobiegła z nim na parkiet, gdzie Natt i Fabian kłócili się o to jak tańczy się jakąś figurę, którą pokazywał im ostatnio instruktor.
- Dobra, w końcu mogę się przedstawić. Jestem Joy.- powiedziała i uścisnęła dłoń Rossa
- Miło cię poznać.- odpowiedział- Czemu nie powiedziałaś, że twoja przyjaciółka jest naszą fanką?- zwrócił się do mnie
- Bo myślałam, że zachowa się tak samo cywilizowanie jak ja i J.
- Ha ha ha! Dobre żarty!- zaśmiała się Joy, a Ross patrzył na nas lekko zdezorientowany, więc postanowiłam wszystko mu pokrótce wyjaśnić.
- Spokojnie, Tris nie jest żadną psychopatką, czy coś. Po prostu czasem jej odwala, w sumie jak nam wszystkim i wtedy zachowuje się mniej więcej tak jak przed chwilą.
- Ej, ej! Ja się nie zachowuje tak głupio nawet po pijanemu.- broniła się Joy
- Tego nie wiemy, skoro ostatnio zaczęłaś śpiewać I want you bad, a nawet się niczego nie napiłaś.
- Musisz mi to wypominać? Miałam wtedy zły dzień.- wykłócała się.
- Chcę wiedzieć o czym gadacie?- zapytał Ross
- Nie!- powiedziałyśmy równocześnie, a on tylko się zaśmiał. Przez pewien czas prowadziliśmy luźną rozmowę o wszystkim i niczym, gdy mniej więcej w połowie piosenki Runaway train podszedł do nas czarnowłosy chłopak.
- Hej, masz ochotę zatańczyć?- zapytał się Joy, a ona znieruchomiała, więc lekko popchnęłam ją do przodu.
- Tak.- powiedziała tylko i poszła razem z nim w stronę tańczących par. Usłyszałam tylko jeszcze jak chłopak mówi:
- Jestem Nate, a ty?- i zgubiłam ich w tłumie roztańczonych. Postanowiłam więc, że nie będę nikomu przeszkadzać, skoro dziewczyny tak dobrze się bawią i wyszliśmy z Rossem na zewnątrz.
- Nie sądziłem, że macie tu aż takie imprezy po każdym występie.- powiedział z lekkim podziwem i zaskoczeniem
- Nie po każdym- zaśmiałam się- Tylko na początku i końcu każdego semestru, czyli w sumie cztery razy w roku, ale jak już coś robić to porządnie.
- Byliście dzisiaj na serio świetni.- stwierdził, a po chwili dodał.- Powinniście pokazywać się gdzieś dalej niż tylko na szkolnych przedstawieniach.
- Chciałabym, ale do tego potrzeba słuchaczy, kasy i dużo wolnego czasu, a ja nie mam żadnego z nich.
- Kase da się skołować, słuchaczy zyskałabyś szybciej niż ci się wydaje, a wolny czas to kwestia dyskusyjna.
- Wystarcza mi to co mam.- powiedziałam i żeby zmienić temat dodałam.- A może kiedyś ściągniesz tu R5 i zagracie dla nas jakiś mały koncercik?
- To nie jest zły pomysł.- powiedział
- Super, jestem pewna, że Tris byłaby wniebowzięta.
- Tylko ona?- zapytał i uniósł brew na co ja tylko na niego spojrzałam.
- Idziemy do domu?- zapytał
- Którego?- zażartowałam
- Mojego.- powiedział poważnie i zauważył, że nie jestem do końca pewna czy mówi na serio, więc dodał.- No co masz innego do roboty. Wszyscy tańczą, a patrząc na twoją minę widać, że jeszcze 10 minut i tu padniesz.- powiedział ze śmiechem
- Oj tam... To nie jest tak, że nie lubię imprez tylko po prostu jestem lekko wykończona.- wyjaśniłam
- Wierzę. To co? Idziemy do mnie i oglądamy jakiś nudny film, a później odprowadzam cię do domu?- zapytał i wyciągnął do mnie rękę.
- Zgoda.- powiedziałam i z uśmiechem podałam mu swoją dłoń. Po dwudziestominutowym spacerku doszliśmy do jego mieszkania. Nie było ono duże, jednak bardzo przytulne. Szybko mnie po nim oprowadził i wyjaśnił, że urządzała je jego mama stąd wszystko jest tak idealnie zgrane. Zaprowadził mnie do salonu, gdzie stała wielka czarna kanapa oraz duży telewizor. Z tyłu było jeszcze tylko kilka regałów z książkami i płytami. Ross zrobił nam po herbacie i razem wybraliśmy film. Była to jakaś komedia, jednak niezbyt wiem o czym, ponieważ mniej więcej w dziesiątej minucie filmu znudziło nam się oglądanie i zaczęliśmy gadać dosłownie o wszystkim. Było to tak przyjemne, że nawet nie zauważyłam, że jest już po północy. Uświadomił mnie dzwoniący telefon- była to Erica
- Słuchaj nie mam pojęcia gdzie ty jesteś, ale jeżeli ktokolwiek by pytał to jesteś u mnie, bo twoja mama dzwoniła, a ja spanikowałam i powiedziałam jej że śpisz dzisiaj ze mną.- wyrzuciła na jednym tchu
- A czemuż to niby musiałaś kłamać, skoro nawet nie wiedziałaś co robię?
- Oj no znasz mnie. W rozmowach z dorosłymi nie wiem co powiedzieć i wymyślam. Sorry...
- No dobra jakoś dam sobie radę. Do jutra.- powiedziałam i rozłączyłam się.
- Możesz zostać tutaj.- powiedział Ross, który najwyraźniej słyszał całą moją rozmowę.
- Nie no coś ty, przejdę się do Eri i jakoś dam radę.- powiedziałam
- Chcesz iść taki kawał prawie o pierwszej w nocy? Nie ma mowy! Zostajesz czy tego chcesz czy nie.- zarządził, a ja poczułam się lekko zmieszana, bo w końcu nie znaliśmy się tak długo żebym mogła z nim zostać na noc w jednym pokoju. Chyba wyczuł moje obawy, bo powiedział
- Spokojnie ja śpię u siebie, a ty możesz zostać tutaj, albo odwrotnie. Jak chcesz?
- Tu jest okey.- stwierdziłam, a on wygrzebał mi z szafy swój T-shirt, żebym nie musiała spać w ubraniu. Poszłam do łazienki się przebrać, a kiedy przyszłam położyłam się, na (o dziwo) bardzo wygodnej kanapie.
- No to dobranoc.- powiedział i wyszedł z pokoju.- Jak coś to jestem obok.
- Dobranoc.- odpowiedziałam i zgasiłam światło. Długo leżałam patrząc bezczynie w sufit (jak zawsze przed snem), więc postanowiłam zobaczyć czy nikt nie napisał do mnie sms'a. Miałam jedną nieodebraną wiadomość. Byłam święcie przekonana, że jest on od J. lub Tris, jednak gdy tylko go otworzyłam zmieniłam zdanie.

~ Erica kryje cię przed rodzicami. Ty kryjesz ją przed prawdą. Nie ładnie...

Kto do cholery wysłał tą wiadomość?!


~~~~~~~~~
Okey, nie było rozdziału przez tydzień, za co przepraszam, ale byłam trochę zabiegana. Obiecuję jednak, że we wtorek, środę i czwartek rozdziały będą codziennie ( nie wcale nie dlatego, że mam wolne od szkoły xD ). Także czytajcie, piszcie w komentarzach co o tym sądzicie i czekajcie na next'a ;**

wtorek, 14 kwietnia 2015

Rozdział 6

Muszę stąd uciec.- była to pierwsza myśl jaka wpadła mi do głowy po zejściu ze sceny.
- Byliście świetni.
- Gratulacje!- wołali moi znajomi, a ja odpowiadałam tylko zdawkowe "dzięki". Musiałam go znaleźć, tylko jak? Miałam nadzieję, że nie zdążył jeszcze wyjść z budynku.
- Zaraz wracam.- rzuciłam do Simona i pobiegłam w stronę tylnego wyjścia. Kiedy znalazłam się na zewnątrz i zastanawiałam się w którą stronę iść ktoś zawołał mnie po imineniu. Był to Drake...
- Co ty tu robisz?- zapytałam oschle
- Heyyy, też się cieszę że cię widzę, jak tam wakacje? A super! A u Cb?- powiedział z przesadnym entuzjazmem.
- Wszystko cudownie. Co tutaj robisz?- dociekałam dalej.
- Stęskniłem się za moim rodzinnym miastem.
- Yhyy... Poczekaj bo ci uwierzę.- powiedziałam sarkastycznie.- Dlaczego tu przyjechałeś? Zawarliśmy umowę.
- Tak, ale nie było w niej nic o tym, że nie mogę odwiedzać miasta, którym mieszkałem do 7 roku życia.
- Prawda, ale powinieneś uprzedzić mnie ze przyjedziesz, bo jeżeli Erica się o tym dowie....
- Nie dowie się. Słowo. Też nie chcę dokładać jej niepotrzebnych zmartwień.- wyznał dość szczerze,  więc mi ulżyło.- Ale masz świadomość, że kiedyś będziemy musieli jej o tym powiedzieć?
- Wiem, ale jeszcze nie teraz. Na razie wystarczy jak będzie wiedziała, że byliśmy razem na obozie artystycznym, a ty jesteś nieziemskim fotografem.
- Okey.- powiedział i tym sposobem zamknął temat. Rozmawialiśmy przez całą drogę o totalnych glupotach i przez chwilę poczułam się jakby tamte dwa fatalne miesiące w ogóle nie miały miejsca. Gdyby jednak Erica wiedziała...
- Muszę lecieć.- powiedziałam kiedy odprowadziłam go do samochodu.- Odezwij się kiedyś.
- Super występ.- powiedział i usciskał mnie na pożegnanie. Sama nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. W końcu nie dowiedziałam się dlaczego tak znienacka pojawił się na akurat moim występie. Czy szukał Erici? A może dopiero miał zamiar ja odnaleźć? Przecież gdyby się o tym dowiedziała byłoby mu o wiele łatwiej, jednak jeżeli dowiedziałaby się całej historii prawdopodobnie straciłabym moją najlepszą przyjaciółkę... Postanowiłam że na dzisiejszy wieczór muszę wyrzucić to że świadomości, ze względu na imprezę, którą chłopaki już pewnie zaczynali rozkręcać. Weszłam do sali gdzie zostali już tylko uczniowie i oczywiście pierwsze co mnie dopadło to śmiechy, głośna muzyka i masa pytań, gdzie tak nagle znikłam.
- Mieliśmy już dzwonić po policję i zgłaszać twoje zaginięcie.- powiedział Fabian
- O jakie to kochane z twojej strony.- powiedziałam z największą słodkością jaką potrafiłam z siebie wydobyć.
- Matko, czy ty zawsze musisz być taka sarkastyczna?- zapytał Jeremy.
- A ty tu skąd?- spytałam zdziwiona, bo dopiero teraz go tu zauważyłam
- A tak jakoś wyszło.-odpowiedział.
- Macie zamiar tutaj tak stać czy w końcu potańczymy?- usłyszałam zza swoich pleców.
- Joy! Tris!- przywitałam się z nimi.
- Dobra, dobra. Nie czas na przytulanki cacanki. Idziemy tańczyć.- powiedziała Tris i wzięła Jeremiego na rękę, który powiedział tylko bezgłośne "Pomocy" do chłopaków, jednak oni byli już okupowani przez Joy i Natt. Piosenka była dość szybka więc wszyscy szybko złapali rytm i cały parkiet zapełnił się ludźmi. Stałam z boku i obserwowałam jak moi przyjaciele i znajomi podrygują w rytm piosenki "Tik Tok". To tego ktoś jeszcze słucha?
- Kogo tak obserwujesz?- podszedł do mnie Ross i podał jedną z dwóch szklanek lemoniady, którą trzymał w ręce.
- Dzięki. Nikogo, zastanawiałam się jak to możliwe, że Tris bez żadnego wysiłku wyciagła Jerra do tańca.
- Która to Tris?- zapytał zdezorientowany bo przecież nie poznał jej jeszcze osobiście.
- O ta tutaj.- powiedziałam wskazując palcem na brunetkę.
- No to nareszcie będę miał okazję ją poznać.
- Na to wygląda. Uwielbiam tę piosenkę.- powiedziałam, bo repertuar zmienił się na jedną z moich ukochanych ballad
- Zatańczymy?- zapytał Ross
- Jasne, czemu nie...- powiedziałam i wzięłam jego rękę. Poprowadził mnie na parkiet i lekko objął w talii, a ja dalikatnie oplotłam go swoimi rękami. Nie wiadomo czemu poczułam się nagle taka niepewna. Przecież tańczyłam wolne z masą chłopaków- większość z nich była moimi najlepszymi kumplami, tak samo jak Ross więc na serio nie wiem w czym był problem. Kolysaliśmy się wolno w rytm melodii, a ja wsluchiwałam się w tekst. "Tylko kropla w oceanie, a zmieniła pogodę."-to właśnie stanie się jeżeli Eri dowie się prawdy. Dwa zdania zmienią naszą słoneczną krainę w jednar wielką burzę. Jak mogłam być taka głupia i robić te zdjęcia? Przecież gdyby nie one nikt nie poznałby prawdy, a teraz muszę ufać chłopakowi, którego znałam kiedy byliśmy dziećmi, a potem kontakt nam się urwał. Aż do zeszłych wakacji....
- Byłaś dzisiaj niesamowita.- Ross przerwał mój wewnetrzny monolog. Chciałam odpowiedzieć coś zabawnego, jednak tym razem zostałam przy zwykłym ""Dziękuję". Wydawało się bardziej na miejscu.
- Kim był ten chłopak na zewnątrz?-zapytał po chwili. Ciekawe kiedy nas widział...
- To tylko Drake. Mój kolega z obozu fotograficznego.
- Byłaś na obozie fotograficznym?
- Tak, trochę się tym interesuję.
- To tak jak ja.- powiedział podekscytowany.- Musimy kiedyś porobić jakieś fotki razem.
- Z przyjemnością.- powiedziałam, a on odsunął mnie od siebie abym mogła zrobić obrót, po którym przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie. Bliżej niż jakikolwiek z moich przyjaciół. I wtedy....
- OMG!!!!!!! To ty??? To naprawdę on??- z wielkim krzykiem między mnie i Rossa wpadła Tris, a cała atmosfera pękła jak bańka mydlana. Kocham cię Tris!
~~~~~~
To już szósty rozdział! Nie mam pomysłu co dzisiaj do was napisać, więc pozostanę przy standardowym.
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ ;***

sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 5



***

Wiecie czasem są takie rzeczy, które kochaliście robić w dzieciństwie, jednak z wielu przyczyn zaniechaliście ich. W moim przypadku też tak było, tyle że ja do tej rzeczy wróciłam w zeszłe wakacje....I było to najgłupsze co mogłam zrobić. Nie będę wam opowiadać o co dokładnie chodziło, bo nie wiem kto to czyta, jednak najgorsze jest to, że nikt o tym nie wiedział. A przynajmniej tak mi się zdawało... W każdym razie miałam zamiar parę razy przyznać się to tego "czegoś", ale trochę brakło mi odwagi, ale mniejsza o tym. Ostatnio dostałam całą masę hejtów, ale nie mam zamiaru ich komentować, bo szkoda na to mojego czasu. Nie wiem czy już wam mówiłam, ale w zeszły weekend widziałam się po dwu miesięcznej przerwie z moimi kochanymi "siostrzyczkami". Chodzi mi oczywiście o Joy i Tris! Znaczy jest jeszcze Zoe, ale ona wraca ze swoich wakacji dopiero za tydzień-takiej to dobrze! Na pewno zauważyliście, że w ciągu ostatnich dni nie opisuję tak szczegółowo swoich dni i przemyśleń, ale stwierdziłam, że skoro (i tu cytuję) "i tak kłamie" to troszkę ograniczę swoje codzienne monologi. W każdym razie nie mogę uwierzyć, że już niedługo minie miesiąc odkąd chodzimy do szkoły i na dodatek...(werble) wymyśliliśmy nazwę dla zespołu! Tak, wiem. Sama ciągle nie mogę uwierzyć, ale już wyjaśniam jak to się stało. Otóż pewnego słonecznego dnia (czytaj: ostatnio w czwartek) uczyliśmy się  (ja, Eri, Natt, Jeremy i Ross) na test z geografii, kiedy zadzwonił telefon Natalie. Dzwonił Simon z informacją, że za dwa tygodnie jest nasz pierwszy w tym roku większy koncert, razem z innymi uczniami naszej szkoły muzycznej. Oczywiście wszyscy byliśmy bardzo szczęśliwi, ponieważ co roku na tym występie było mega dużo ważnych ludzi, a po nim mieliśmy nieograniczony czas na after party. Tak więc, zaczęłyśmy rozmawiać z Natt o tym, że musimy zaśpiewać nasz duecik, kiedy Ross wtrącił się z tekstem.
- Nareszcie będę miał okazję posłuchać tego waszego nieodkrytego przez media zespołu.- a Jerr oczywiście musiał wrzucić swoje trzy grosze w postaci.
- Wierz mi, szału nie ma.-i tu nas olśniło! Nas znaczy mnie i Natalie.
- Uncover!-powiedziałyśmy równocześnie i w ten sposób powstała ta zarąbista nazwa. Byłyśmy tak szczęśliwe, że zostawiłyśmy chłopaków i naukę i poszłyśmy uczcić nasz sukces w Sturbacksie. Tak,wiem jesteśmy niesamowite! A co do testu z geografii to i tak go w końcu nie było bo pani pojechała na jakąś wycieczkę, czy coś w ten deseń. To chyba wszystko co ważniejsze z ostatnich wydarzeń, a teraz żegnam się z wami i idę się uczyć na matematykę bo ta pani niestety nigdy nie jeździ na wycieczki. Całuski, wasza Sky ;*

- Hej mała.-zawołał Ross kiedy zobaczył mnie wychodząca z domu.
- Mówiłam ci, żebyś mnie tak nie nazywał.-powiedziałam, bo naprawdę nie rozumiałam czemu mnie tak nazywał skoro moje 170 cm, wcale nie klasyfikowało mnie do dziewczyn z grupy "mała".
- Ciebie też miło widziec.- powiedział ze śmiechem i przytulił mnie na powitanie, a ja w końcu powiedziałam 'Cześć'. Co prawda z prawie całą moją klasa ściskałam się na powitanie i pożegnanie, jednak przy Rossie zawsze dostawałam gęsiej skórki. Nie wiedzieć czemu, skoro znaliśmy się ledwo trzy tygodnie, a i tak byłam z nim w bardziej przyjacielskich stosunkach niż z większością dziewczyn z mojej klasy. Może to przez nasze wspólne zainteresowania, podobny gust muzyczny, albo fakt że potrzebował porządnego korepetytora, ale w jakiś nieznany sposób w tych ostatnich tygodniach stał się moim drugim (poza Ericą) najlepszym przyjacielem.
- Słuchasz ty mnie w ogóle?-zapytał znienacka.- O czym tak rozmyślasz?
- A o niczym. Spać mi się chce.- była to w ogromnej mierze prawda, bo przed dzisiejszym popołudniowym występem stresowałam się tak bardzo, że poszłam spać około 4 nad ranem.
- Widać. Pytałem jak tam samopoczucie przed popołudniem.- jakby czytał mi w myślach...
- Genialnie jak zwykle.- skłamałam- Chociaż bardziej czekam na imprezę po tym wszystkim. Na której ty masz być, bo jak nie to cię chyba zabiję.
- Nie zrobiłabyś tego.
- A to niby czemu?-spytałam zaciekawiona jego nową teorią.
- No bo pomyśl co by się stało, jeżeli te miliony kochających mnie dziewczyn dowiedziałyby się, że to TY mnie uśmierciłaś. Dołączyłabys do mnie po pięciu minutach.
- Chyba się jednak troszkę przeceniasz.
- Ja? Nigdy!- resztę drogi przeszliśmy żartując i omawiając zadane na dzisiaj prace domowe. Pod szkołą jak zawsze czekała na nas Erica.
- I o czym znowu tak romansujecie?- zapytała na powitanie.
- Na pewno nie o tobie.- odparował jej Ross. Czasem to ja nie wiedziałam, czy oni się lubią, czy wręcz przeciwnie. Chociaż w sumie, gdyby ktoś usłyszał jak nieraz wyzywamy się na żarty z Eri to pomyślałby, że nienawidzimy się jak pies z kotem.
Wszystkie lekcje zleciały mi jak z bicza strzelił, a wiedziałam z nich tyle co nic, gdyż cały czas byłam potwornie zestresowana dzisiejszym występem. Graliśmy co prawda tylko pięć piosenek z czego jedną śpiewali chłopaki, bo stwierdzili, że są przez nas dyskryminowani. Po szkole udałam się prosto do domu, aby zjeść obiad,przebrać się i o 17 pędzić do sali widowiskowej mojej szkoły muzycznej. Była to dość duża sala przystosowana do wszelkiego rodzaju koncertów i przedstawień. Kiedy do niej weszłam, było tam już parę osób które kojarzyłam z widzenia i wiedziałam, że mają dzisiaj wystąpić. Oprócz nich było kilka chłopaków pomagających w obsłudze sprzętu, a między nimi stał.
- Ross?- zapytałam zdziwiona.
- Sky! Wow, wyglądasz cudownie.- powiedział przez co lekko się zarumieniłam. Byłam ubrana w "podarte" jeansy, luźny granatowy top, czarną skórzaną kurtkę i conversy. Może nie wygladałam najgorzej, jednak nie określiłabym się mianem cudowna.
- Ujdzie w tłoku.- powiedziałam zamiast rzucić zwykłe 'dzięki'.- Co ty tu robisz? Miałeś być dopiero na imprezie.
- Wiem, ale Mark powiedział, że za "sprawdzanie czy daję sobie radę sam w obcym mieście" należy mu się jakaś rekompensata.
- Ha ha. Przecież on nawet nie jest pewny gdzie ty mieszkasz.
- Mały szczegół.- powiedział i się uśmiechnął. Mark był moim nauczycielem gry na gitarze oraz; jak się okazało, jednym z dobrych przyjaciół Stormie Lynch, czyli mamy Rossa. Był to świetny człowiek, ale był również tak zabiegany, że nawet gdyby chciał doglądać Rossa, nie miał na to czasu.-Jeżeli szukasz chłopaków i Natt to są za kulisami.- powiedział, a ja udałam się w tamtą stronę. 
- Hallo.- krzyknął Fabian gdy tylko mnie zobaczył.- Jak tam humorek? Wiesz, że gramy jako ostatni?- zasypywał mnie pytaniami. Nikt z nas nigdy nie wiedział jak to działa, ale Fabian przed występami dostawał gorszego słowotoku niż ja gdy zaczynam opowiadać o moich ulubionych serialach.
- Ostatni? To spoko.- powiedziałam i poszłam sprawdzić co dzieje się u innych. O 18 rozpoczął się koncert. Jak zwykle na początku występowały dzieci, później osoby starsze i na końcu my. Około 19:20 Jack-nasz prezenter( i nauczyciel perkusji) zapowiedział, że po niejakiej Veronice wystąpi:
- Jeden z najmniej fałszujących zespołów, czyli Uncover!-wszyscy udali się więc w pobliże sceny, żeby przygotować się do wejścia. Mnie jednak wcale nie było do tego tak śpieszno. Stałam i liczyłam płytki w podłodze, gdy usłyszałam koło siebie głos.
- Nie umiesz kłamać.- Ross stał koło mnie i uśmiechał się lekko.
- Jestem kłamcą doskonałym.-sprostowałam
- Ale i tak mnie nie oszukasz. Co się dzieje?- zapytał z troską w głosie.
- Sama nie wiem.-powiedziałam- Po prostu zawsze kiedy mam z nimi występować chce uciec gdzie pieprz rośnie. To nie jest trema, bo kiedy występuje sama wszystko jest ok. To jest tak jakbym...-zamilkłam bo brakło mi słów
- Jakbyś bała się ze jeżeli coś pójdzie nie tak to ich zawiedziesz?- Dokładnie! Kiwłam głową.- Znam ten ból.- wyznał.- Zawsze kiedy występujemy z R5 to jest tak jakby wszystko i wszyscy dookoła przypominali mi, że jeżeli zrobię coś źle to ucierpią na tym osoby, które kocham najbardziej na świecie.- zrobił chwilę przerwy.- Wiesz co? Proszę.- powiedział i wyjął z kieszeni coś w rodzaju wisiora z podłużnym gwizdkiem na końcu.- Możesz się śmiać, ale dostałem go od siostry przed pierwszym koncertem i traktuje go jak talizman. Może tobie też pomoże.- powiedział, a ja wzięłam ozdobę i założyłam sobie na szyję.
- Dziękuję.-powiedziałam, a on tylko uśmiechnął się delikatnie.- Na prawdę dziękuję.- zapewniłam go i przybliżyłam o krok. Sama nie wiem co chciałam w sumie zrobić, ale nie dane było mi się dowiedzieć, ponieważ usłyszałam jak piosenka Verionici dobiega końca i musiałam biec na scenę. Usłyszałam jeszcze za sobą "Połam nogi" i weszłam na zaciemnioną scenę, gdzie reszta zespołu już zajmowała swoje miejsca. Natalie zagrała pierwszy akord piosenki "Guessing" I wszystkie światła zostały zapalone, a ja zobaczyłam jak w pierwszym rzędzie siedzi mój największy życiowy błąd...


~~~~~~

Wow, chyba najdłuższy jak na razie rozdział. Przepraszam, że tak późno, ale musiałam stoczyć ciężką walkę o Internet z moim routerem, aby go wrzucić ;) Mam nadzieję, że wam się podoba i jak zwykle zachęcam do komentowania, bo wasze komentarze są dla mnie ogromną motywacją ;****

piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział 4



... i tak to się mniej więcej zaczęło, a resztę już pewnie wiesz.-skończył opowiadać swoją historię. Wracaliśmy właśnie ze szkoły i Ross zaoferował się, że odprowadzi mnie do domu. 
- No jasne, że wiem. Sława, bogactwo, masa fanek..- wyliczałam po kolei na palcach
- Bardzo zabawne.- powiedział sarkastycznie, jednak nie przestał się uśmiechać, więc uznałam, że żartuje tak samo jak ja.- A co z twoją historią?
- Nie ma o czym opowiadać.-stwierdziłam-Urodziłam się tutaj, dorastałam, chodziłam do jednej klasy z większością tych ludzi odkąd mieliśmy po 6 lat, same nudy...
- Nie, chodziło mi o twoją historię związaną z muzyką. Jak się nią zainteresowałaś?
- Tu też nie ma się zbytnio o czym rozgadywać. Kiedy miałam 9 lat rodzice zapisali mnie na lekcje fortepianu, dwa lata później sięgnęłam po gitarę, a śpiew jakoś sam przyszedł.
- Jakoś?! Czy ty się kiedykolwiek słyszałaś? Jesteś niesamowita!- mówił rozentuzjazmowany, jednak jakoś ciężko było mi uwierzyć w jego słowa.
- Szczerze?- zapytałam niepewnie, a on skinął głową- Zdaje sobie sprawę, że może gdzieś tam mam śladowe ilości talentu, jednak moje otoczenie skutecznie je uciszyło, a kiedy założyliśmy zespół, no wiesz ten o którym ci opowiadałam na lunch'u. Pół okolicy stwierdziło, że mi odbiło i robię to tylko żeby się popisać. Poza tym ludzie stąd mają odmienny gust muzyczny niż ja, więc...-przerwałam, bo sama nie wiedziałam jak wytłumaczyć mu, że nie chcę się wybijać, ponieważ osoba, która powinna być moim największym fanem wyzywa mnie za każdym razem, gdy tylko wspominam o występach przed większą publicznością.
- Jakoś nie wyglądasz mi na osobę, która przejmuje się opinią innych.- sprostował Ross
- Bo tak nie jest!- zaprzeczyłam.- Ja po prostu nie lubię się wychylać.- to było po części prawdą, bo faktycznie nienawidziłam wybiegać przed tłum, a później tłumaczyć się z moich szalonych pomysłów.
- W każdym razie powinnaś coś z tym zrobić.
- A ty co? Dzisiaj pierwszy raz gadamy ze sobą bez wpadania na siebie i nienormalnych zwierząt,a ty już myślisz, że możesz mi mówić co mam robić?
- No tak troszkę myślałem.- powiedział i dał mi kuksańca- A te zwierzęta to było o twoim psie czy Jeremim?-zapytał a ja nie wytrzymałam i oboje parsknęliśmy śmiechem.- Fajny jesteś.-chlapnęłam bezmyślnie i po paru sekundach czułam jak moje policzki płoną czerwienią.
- A ty się fajnie rumienisz.- powiedział i mrugnął do mnie z uśmiechem.- Także tutaj mieszkasz?-zapytał kiedy doszliśmy do mojej ulicy. Dzięki Bogu zmienił temat!
- Tak, to ten dom po lewej.-powiedziałam wskazując na ceglany budynek znajdujący się bardzo blisko nas.
- To całkiem niedaleko ode mnie. Może wpadnę po ciebie jutro przed szkołą i pójdziemy razem?
- Czemu nie, we dwoje zawsze raźniej.
- W takim razie będę o 7:20.-powiedział
- O której?! Co najmniej 7:30!- zaprotestowałam
- Może być, ale jak nie będziesz gotowa to wpakuję ci się do domu przez okno i dosłownie zwlekę z łóżka.
- Nie będzie takiej potrzeby.- stwierdziłam, jednak kiedy wyobraziłam sobie taką sytuację zaspanie okazało się całkiem kuszącą propozycją.- No to jutra, pa.
- Narka.- powiedział i odszedł w kierunku swojego domu, a ja weszłam na podwórko, gdzie czekał na mnie uradowany Juice.
- No i co się tak cieszysz?- zapytałam- Po protu mamy podobny gust muzyczny.- powiedziałam próbując znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie dzisiejszego zachowania Ross'a. Usłyszał rano jak śpiewam, porozmawialiśmy chwilkę, poszliśmy na lekcje, zapytał czy nie oprowadzę go po szkole, zgodziłam się, zgadaliśmy się na temat kilku kapel, których oboje słuchamy, no i odprowadził mnie do domu. Koniec historii. Pomyślałam, że napiszę do Erici, ponieważ nie było jej dzisiaj w szkole(już drugiego dnia!), jednak kiedy otworzyłam laptopa zobaczyłam z bilion wiadomości od Tris i Joy:
TRIS:
~Czy to prawda, że Ross Boski Lynch jest tutaj?!!!!!- O nie.... jak ona mogła tak szybko to rozgryźć, teraz nie da mi żyć. Następna wiadomość też była od niej.
~TO PRAWDA!!! Czemu nic mi nie powiedziałaś? Gadałaś z nim? Jaki jest? Reszta też tu przyjedzie? ODPISZ!
Kolejne dwie wiadomości były od Joy:
~Ej słyszałam jakieś plotki o sławnych ludziach na końcu świata. To prawda?
~Jak tam szkoła? Amy ciągle żyje, czy mogę wyprawiać imprezę?-ha ha ha. Szczera jak zawsze. Szybko jej odpisałam.
~ Żyje, żyje, ale imprezę ciągle możesz zrobić. Co do reszty wszystkiego dowiecie się w sobotę. Buziaki ;*
Po wysłaniu sms-a, sprawdziłam kilka portali społecznościowych, jednak ponieważ nie znalazłam nic ciekawego, postanowiłam odrobić lekcje. Zajęło mi to mniej więcej 15 minut, więc miałam jeszcze sporo czasu do wieczornej próby. Wzięłam moją ulubioną książkę i zaszyłam się na kanapie w salonie, nawet nie wiem kiedy usunęłam. Obudziłam się, a na zegarku była już 18, jednak wciąż miałam prawie godzinę. Pomyślałam że mogę napisać coś na blogu, więc usiadłam przed laptopem i otworzyłam swój profil. O dziwo było na nim ponad 100 komentarzy i nie do końca dotyczyły one mojej twórczości.
~Myślisz że teraz staniesz się taka popularna?
~ Zostaw Rossa w spokoju!
~ Nikt i tak nie liczy się z twoim zadaniem.
I cała masa innych... Większość po prostu olałam, bo były to tylko nieuzasadnione docinki zazdrosnych ośmiolatek, jednak jeden wpis przykuł moją uwagę. Nie był on zwykłym hejtem, to była groźba.
~ Widzę że szybko się pocieszyłaś. Ciekawe czy Erica otrząśnie się równie szybko, gdy dowie się co robiłaś w wakacje... :* 
Jak to możliwe? Kto to napisał? Przecież nikt nie wiedział... Nie mógł wiedzieć! Ale gdyby nie wiedział, nie napisałby tego komentarza...

~~~~~~
Już czwarty rozdział! Dzisiaj nareszcie postanowiłam wprowadzić nieco akcji ;) Mam nadzieję, że wam się podoba i zachęcam do komentowania, bo to bardzo motywuje do pisania ;**


wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 3

Dla większości osób muzyka to "spoko piosenki w radiu". Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy w ten sposób traktowali muzyczny świat. Dla mnie był on zawsze czymś "więcej". Był on stylem życia, wspomnieniami, powodem do smutku I radości, a przede wszystkim oderwaniem się od tej zabieganej, pełnej fałszywości i problemów rzeczywistości. Tak właśnie czułam się teraz- odseparowana od reszty świata. Po dwóch miesiącach przerwy nareszcie czułam się jak w domu. Moja malutka grupa składająca się z Fabiana, Simona i Natt była dla mnie niemal jak rodzina. Przez cały zeszły rok spędziłam z nimi prawie tyle samo czasu co z Eri, co było nie lada wyczynem. Poznaliśmy się przez przypadek w szkole muzycznej, a jak się później okazało dzieliliśmy się wspólnymi znajmomymi w postaci Tris, Joy i Zoe. Byliśmy tym tak zaskoczeni, że postanowiliśmy umówić i lepiej poznać. Tak znaleźliśmy wspólne zamiłowanie do muzyki, a że wszyscy uczęszczamy do jednej szkoły muzycznej postanowiliśmy założyć mini zespół. Mieliśmy wszystko czego było nam potrzeba: perkusje(Fabian), klawisze(Natalie), gitarę(Simon) i mnie(wokal i gitara). Mieliśmy dość podobny gust muzyczny, więc zaczęliśmy nagrywać covery naszych ulubionych kawałków. Wszystko ładnie, pięknie, graliśmy, pokazywalismy na koncertach organizowanych w szkole, jednak jak puścić piosenkę w świat internetu, gdy zespół nie posiada nazwy?Co do tej kwestii nie mogliśmy się zgodzić od czterech miesięcy i nic nie wskazywało na jakikolwiek kompromis. Także po wakacyjnej przerwie znajdowaliśmy się w wysłużonym audytorium naszego liceum śmiejąc się, dzieląc przeżyciami z wakacji i szykując listę najnowszych piosenek, które chcielibyśmy wykonać. Miałam kilka kawalkow, które idealnie nadawały się na występy podczas jesiennych festynow, jednak od dobrego miesiąca naprawdę kochałam tylko jedna piosenkę.
- A wtedy postanowilem, że odważę się i poproszę ją do tańca...-opowiadał Fabian
- A ona dała ci kosza. Tak, tak to było bardzo dramatyczne, ale co to ma wspólnego z piosenką?- przerwał mu braciszek.
- No daj dokończyć. Także kiedy mi kulturalnie odmówiła-powiedział z naciskiem na dwa ostatnie słowa-usłyszałem jak leci taka jedna piosenka. To szło jakoś tak...-stwierdził i zaczął grać kilka dobrze znanych mi akordów.
-"Defying Gravity"- powiedziałam bardziej do siebie niż do nich.
- Mówisz? Nie to chyba było coś na "K"-stwierdził Fabian
- Nie chodziło mi o twoją piosenkę. Chciałabym żebyśmy zagrali "Defying gravity". To jest z takiego musicalu.- tłumaczyłam
- Z musicalu? Ty tak na serio Sky?-spytała zdziwiona Natalie.
- Tak. A czemu nie? To bardzo wzruszająca piosenka.- broniłam się 
- Może i wzruszająca, ale my jesteśmy zespołem, a nie jakimś tam chórkiem z musicalu.-powiedział Fabian
- Poza tym nikt już nie słucha takich piosenek.-dodał Sim.
-Ja słucham!
- I za to cię kochamy, ale sądzę że zostaniemy przy "Really Don't Care". Okey?
- Dobra.- zgodziłam się niechętnie
- Sorrka Chmurko innym razem.- powiedział Simon i cmoknął mnie w policzek.- A teraz do roboty!
Po godzinie próby i ciągłych wygłupów stwierdziliśmy, że czas udać się na lekcje. Natt upierała się żeby urwać się z pierwszych godzin jednak, ponieważ była ona w maturalnej klasie razem z Simonem została siłą zaciągnięta do klasy. Jako że byłam najmłodszym ogniwem naszej paczki to ja zawsze zostawałam posprzątać sprzęt i sprawdzić czy wszystko działa jak powinno. Tak było i tego dnia. Dokonczyłam właśnie stroic ostatnią gitarę i odłożyłam ją na odpowiednie miejsce. Jedyne co musiałam jeszcze zrobić to sprawdzić czy mikrofony pozostały w nienaruszonym stanie i mogłam biec na fizykę. Podeszłam do środkowego statywu i jak zwykle odliczyłam kilka razy do trzech. Mój głos roznosił się echem po sali, co pokusiło mnie do zrobienia małego występu. W końcu miałam jeszcze cale 10 minut do dzwonka. Podpiełam telefon do głośników i po chwili w całym pomieszczeniu rozbrzmialy pierwsze dźwięki piosenki, o której pół godziny temu opowiadałam moim przyjaciołom. Nie wiem czemu tak negatywnie na nią zareagowali. Był to przecież niezwykły utwór, o pokonywaniu przeszkód i "Zwalczaniu Grawitacji". Zaczęłam śpiewać i poczułam jak bardzo teskniłam za moimi potajemnymi solówkami. Były to chwile kiedy czułam, że faktycznie jestem tylko ja i muzyka. Bez innych instrumentów, nauczycieli, sluchaczy, kogokolwiek... Tylko my we dwoje. Śpiewałam spokojnie i od serca, a kiedy zabrzmiały ostatnie nuty usłyszałam ciche oklaski. Rozejrzałam się po sali i zobaczyłam jak z jednej z wnęk wyłania się Ross.
- To było coś pięknego.-powiedział wchodząc do mnie na scenę.

~~~~~~~~~
A oto i jest już trzeci rozdział! :D Dzisiaj bardziej muzyczny, więc piszcie co o nim sądzicie. Mam nadzieję że wam się podoba i pamiętajcie, że liczę się z każdym waszym komentarzem. A co do piosenek, które będę dodawała dość często, to wszystkie istnieją naprawdę, więc jeśli chcecie to zapraszam do odsłuchania ;*

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 2

***
Przetrwałam!!! Nawet nie wyobrażacie sobie kogo dzisiaj spotkałam! Rossa Lynch'a! Tak tego Rossa, tak tego Lynch'a i NIE nie żartuję. Przyszedł sobie jak nigdy nic do mojej szkoły, klasy, a nawet ławki i myśli, że kurde mu tak wszystko wolno! Skąd on się tu w ogóle wziął? Znudziły mu się salony w Los Angeles i postanowił przenieść się do największej dziury we wszechświecie? Muszę się go o to zapytać... Ale ja już wam opowiadam co się działo, bo wręcz słyszę cisnące się na wasze usta pytania: Jak zareagowałaś, gdy go zobaczyłaś? Jest aż taki przystojny jak w telewizji? Rozmawiałaś z nim? Już wszystko tłumaczę: Około 7:55 zderzyliśmy się, kiedy usiłowałam przedostać się na lekcje, moja kochana przyjaciółka od serca musiała się oczywiście spóźnić, więc jedyne wolne miejsce znajdowało się w mojej ławce i tak oto blondynek znalazł się ponownie obok mnie. Oczywiście przez całą lekcję miałam wrażenie, że dostałam jakichś halucynacji od słońca i nadmiaru wrażeń, jednak Rachel musiała uświadomić mi ( i przy okazji całej klasie), że wcale nie śpię. Otóż kiedy Jerry (nasz nauczyciel) wyszedł odebrać telefon zrobił się jeden wielki harmider-nic nowego. Jeremy zaczął zagadywać do Rossa coś o tym, że fajnie że jest w naszej klasie, na pewno dobrze się dogadają i tym podobne bzdety, a Rachel bardzo dyskretnie i cicho zapytała się Taylor:
- Ej to jest ten chłopak co go Sky tak uwielbia??-totalna żenada! Całą lekcje spędziłam na wyjątkowo dokładnym sporządzaniu notatek z lekcji... No i  sumie to koniec historii, bo resztę dnia spędziłam spacerując z Eri i śledząc jej obiekt zainteresowań. Rossa widziałam tylko kiedy wchodził i wychodził z klas, bo o dziwo złapał świetny kontakt z Jeremim i wyglądało na to, że ze wszystkich sił unikał zalotów Wielkiej Trójki. To musiał być dla nich szok! Zdziwieni co nie? Zero pisków, płaczu, skakania ze szczęścia i tym podobnych... Szczerze sama się sobie dziwię, bo kiedy byłam młodsza milion razy wyobrażałam jak będzie wyglądać nasze spotkanie, a tu...nic. Zero fajerwerków, serduszek, przytulasów....nic. Bo w sumie to co ja o nim wiem? Suche fakty, które podają nam media, a teraz w końcu mam okazję poznać go na prawdę. Bez telewizji, reporterów, plotek i domysłów. Mogę zobaczyć jaki jest w prawdziwym życiu i nie mówię tu o miłości od pierwszego wejrzenia, mówię o tym że mam szansę zaprzyjaźnić się z kimś kto może, w końcu mnie zrozumie...
No więc to chyba na tyle bo jutro o 6:00 mam pierwszą w tym roku próbę i muszę być wypoczęta ;) Całuski, Wasza Sky ;*
-Juice!!! Stój!-co mnie podkusiło żeby kupić sobie psa i na dodatek spuścić go ze smyczy? Od dobrych 15 minut goniłam go po całej okolicy próbując zagonić do domu. Niestety bez skutku, a przecież za pół godziny muszę być w audytorium, bo inaczej chłopaki i Natalie mnie zabiją.- No poczekaj na mnie!-krzyknęłam i zatrzymałam się na chwilę. Nigdy nie byłam fanką biegów długodystansowych, a przez ostatni kwadrans przebiegłam więcej niż w ciągu ostatniego tygodnia. Resztkami sił zaczęłam więc biec truchtem co chwila wołając Juice'a i z całych sił próbując nie potknąć się o własne nogi i...potknęłam się! Pierwsze co pomyślałam to: Czemu ulica nie jest twarda? Drugą myślą było: Na kim ja kurde leżę?
- Jeszcze raz na mnie wpadniesz i pomyślę, że robisz to celowo.-usłyszałam i momentalnie podniosłam się z ziemi. Ross wstał równo ze mną i zaczął się we mnie wpatrywać. Nie wiem czy myślał, że się speszę albo coś w ten deseń, ale postanowiłam nie odwracać wzroku i urządzić sobie mały pojedynek na spojrzenia.Nagle ni stąd, ni zowąd zaczął się śmiać.
- A tobie co?-spytałam się zdziwiona
- Nic, nic. Po prostu czekam jak długo wytrzymasz zanim zaczniesz piszczeć.-powiedział rozbawiony
- Co?
- Oj, no weź przestań Jer powiedział mi że masz obsesję na naszym punkcie.
- Po A: Od kiedy to Jer wie na czyim punkcie mam albo nie mam obsesji, po B: muszę iść bo gonię psa.- stwierdziłam mocno wkurzona i ruszyłam przed siebie. Po chwili poczułam jak Ross łapie mnie za ramię.
- Twój pies wpadł na moje podwórko, a ja przepraszam. Nie chciałem wyjść na jakiegoś kretyna.
- No a jednak wyszedłeś. Jak przykro.- powiedziałam z ironią i otworzyłam furtkę do domu obok.- To twój dom tak?-upewniłam się
- Tak, tak. Wchodź.-powiedział. Widziałam, że zrobiło mu się naprawde głupio po tym co powiedzial, jednak stwierdzilam, że jeżeli chce mojego wybaczenia będzie musiał się jakoś odkupić.-Często biegasz po okolicy?-spróbował zmienić temat.
- Tylko w nadzwyczajnych sytuacjach, jak ta dzisiejsza. A ty często wierzysz we wszystko co mówią osoby, których prawie w ogóle nie znasz?
- Nie, już cię przeprosiłem za ten tekst. Po prostu nigdy nie chodziłem do szkoły i chce się jakoś wpasowac, a Jer wydaje się całkiem sympatyczny.-tłumaczył się
- Bo on jest sympatyczny, ale czasem lubi pleść trzy po trzy. Tak w ogóle to jestem Sky.-powiedziałam bo uświadomiłam sobie, że nigdy nie miałam okazji się przedstawić.
- A ja Ross.- odpowiedział sciskajac moja dłoń.
- Wiem.- stwierdziłam mało myśląc i po chwili bardzo zainteresowałam się zapinaniem Juice'a na smycz.
- Czyli jednak słyszałaś o mnie.- powiedział niepewnie Ross
- No pewnie, że slyszalam. Uwielbiam R5.-powiedziałam już z większym uśmiechem na twarzy, bo moja podła natura nie pozwoliła mi na zgrywanie poważnej dłużej niż pięć minut.- Ale to wcale nie znaczy, że man obsesje.-sprostowałam
- To dobrze, bo już się bałem, że bede musiał szukać innej szkoły.-powiedział z ulgą a ja tylko uniosłam brew ze zdziwieniem.
- A to niby czemu?
- Bo chce żeby te trzy lata, które spędzę w liceum były tylko moje. Rozumiesz?-spytał dość niepewnie. Niepewny Lynch, a to ci dopiero.
- Tak mi się zdaje.-powiedziałam i zdałam sobie sprawe, że sama też straciłam pewność siebie.
- A co tu w ogóle robiłaś? Poza gonieniem psa oczywiście.
- W sumie to nic. Starałam się nie spoznic na próbę w audytorium.
- Grasz na czymś?-zapytał wyraźnie zaciekawiony
- Bywa i tak.- stwierdziłam wymijajaco
- To może kiedyś cię posłucham.- zamyslil się
- Na pewno. Ja i mój "bezimienny" zespół jesteśmy jak licealne R5.- zażartowałam, a on zaczął się śmiać.
- No to obowiązkowo muszę wybadać konkurencję.- powiedział i smialismy się przez chwilę, jednak zaczęło robić się coraz pozniej, a na prawdę nie chciałam się spoznic już pierwszego dnia.- Dobra już cię nie zatrzymuję, do zobaczenia w szkole.
- Do zobaczenia, postaram się cię już więcej nie przewracać.-powiedziałam na pożegnanie, a gdy oddalałam się usłyszałam jeszcze:
- Mi to w ogóle nie przeszkadza telefonku...
~Ale się rozpisałam. ;) Także oto i macie rozdział number two, piszcie co o nim sądzicie i czy chcecie następne rozdziały. Czekam na wasze komentarze ;*

niedziela, 5 kwietnia 2015

Rozdział 1

- Rozumiesz to??? Oni zerwali! ZERWALI!!!-wydarła mi się do mojego ucha Erica i gdyby nie to, że cholernie się za nią stęskniłam to już dawno oberwałaby po głowie za te wrzaski.
- Ja nie jestem głucha!!!- odpowiedziałam równie głośno co ona.
- To czemu krzyczysz?!
- Bo ty zaczęłaś!
- Dobra skończmy z tym bo boli mnie gardło.- stwierdziła normalnym już tonem.
- Świetny pomysł.
- Słuchaj muszę iść jeszcze na chwilę do biblioteki. Poczekasz na mnie?
- Jasne. Tylko się pośpiesz!- dodałam ale Erica już zniknęła a rogiem, pedzac do biblioteki. Od kiedy ona w ogóle czyta? W każdym razie postanowiłam, że poczekam na nią przy portierni bo w miejscu gdzie stoje zrobiło się zdecydowanie zbyt tłoczno. W między czasie wyjęłam telefon, aby sprawdzić czy nikt do mnie nie napisał i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam aż trzy wiadomości. Pierwsza była od mamy; coś w stylu "jak tam pierwszy dzień, bla bla bla", a pozostałe dwie od Simona:
SIMON:
-Jutro 6:00 rano! Mamy całą salę tylko dla siebie! Będzie romantycznie ;)
- Znaczy będzie tam jeszcze Fab i Natt,więc się nie ciesz za bardzo. :D
"Ale mu się żarty trzymają", pomyślałam sobie. Już chciałam odpisać mu coś zabawnego w stylu: zniszczyłeś moje marzenia, albo coś w tym stylu, gdy poczułam jak uderzam o coś (a raczej o kogoś, jak się później okazało), a mój telefon spada na podłogę. Od razu schyliłam się, żeby go podnieść i poczułam nieprzyjemne uderzenie w okolicach czaszki.
-Przepraszam.- powiedzieliśmy oboje. Ponieważ sądząc po głosie zderzyłam się z chłopakiem. Podał mi telefon, a ja ciągle rozmasowując bolącą głowę zauwazylam, że ma on conversy z logiem R5. A to ci dopiero! Podniosłam głowę, aby zobaczyć twarz mojego "brata" i.... Zatkało mnie to mało powiedziane. Przed moimi oczami stał sam Ross Lynch! Albo jakaś halucynacja przypominająca Rossa?
- Nic ci nie jest?-zapytał, ale ja tylko stałam i gapiłam się na jego twarz- Straszna niezdara ze mnie czasami, poza tym jestem tu nowy. Nie wiesz gdzie jest sekretariat tak w ogóle?
- Prosto i na końcu w lewo.- Na końcu w lewo?!! Tylko na tyle cię stać Sky?! Skarciłam się w duchu.
- Na pewno nic ci nie jest?
- Wszystko ok.- czy mnie już totalnie pogięło???
- To dobrze. Jeszcze raz sorry.- powiedział i udał się we wskazanym przeze mnie kierunku. Wszystko to zdarzyło się tak szybko, że nie byłam pewna czy nie był to tylko sen. Dla pewności całą drogę do klasy szczypałam się w rękę.
- Cześć Chmurko!- usłyszałam, gdy weszłam do klasy. Był to oczywiście nie kto inny jak Jer-mój przyjecielo-wróg od przedszkola.
- Hey, hey.- rzuciłam i usiadłam w swojej ławce
- O, hejka Sky.- nie, nie, nie tylko nie ona!
- Cześć Am.- przywitałam się najweselej jak tylko mogłam
- Co tam u ciebie? Jak wakacje, bo moje były nieziemskie.
- Spoko.- odpowiedziałam licząc, że sobie pójdzie.
- To fajnie.-a jednak nie...- A gdzie zgubiłaś Ericę?-Eri!!! Ona mnie zabije! Już chciałam wrócić się po nią, jednak zadzwonił dzwonek. Dzięki Bogu Amy siedziała na drugim końcu sali i sobie poszła, ale moje szczęście nigdy nie trwa długo, gdyż w tym momencie do klasy wszedł nauczyciel prowadząc pod rękę pewnego chłopaka. Domyślacie się o kim mówię? Tak! Dobrze myślicie! Był to Ross (albo już totalnie ześwirowałam...)
- Witam klaso. Mam nadzieję, że wypoczęliście w te wakacje, bo czeka nas dużo pracy.-ogłosił tym swoim wiecznie radosnym tonem.- A oto nasz nowy uczeń Ross. Może kojarzycie go z telewizji?- czemu wszyscy spojrzeli na mnie?!
- Ross usiądź sobie...- powiedział nauczyciel rozglądając się za wolnym miejscem dla blondyna. Erica gdzie ty jesteś?!!-...koło Sky.- Nie! Nienawidzę Erici! Chociaż w sumie... To w końcu Ross Lynch... Ross! Tak! Tak, tak, tak!!!
- Hej telefonku.- usłyszałam niespodziewanie tuż koło mojego ucha. Kiedy on zdążył tu podejść?
- Cześć.- odpowiedziałam i podniosłam głowę, a pierwsze co zobaczyłam to para zabójczych czekoladowych oczu.
- To będzie długie 45 minut.- pomyślałam...
Ta daam!!! Oto i jest pierwszy rozdział! Piszcie co o nim sądzicie ;)

Prolog

I oto jest nasz prolog. Miłego czytania :)

***
Podobno ludzie w liceum dzielą się na dwie grupy: popularni i trzymający się na uboczu. Ja dzielę ich według nieco innych kategorii: Ludzie, którzy udają miłych i wspaniałych oraz ludzie którzy w te bajki nie wierzą. W sumie nie wiem do której kategorii należę ja, ale szczerze mówiąc w ogóle mnie to nie obchodzi. Mam przyjaciolke, kilkoro znajomych, rodzinę, psa.... Czego więcej mi trzeba? Na pewno nowych strun do gitary, bo ostatnie zostały skutecznie unicestwione przez Fabiana. Chciałabym jeszcze spotkać moich idoli, czyli tak zwane R5. Większość z was pewnie słyszała o tym zespole, (a jeśli nie to wiecie do czego służy Youtube ;) ). Otóż w zeszłym roku miałam okazję ich zobaczyć jednak moje wspaniałomyślne płuca musiały dostać zapalenia! Liczyłam na jakiś koncert w te wakacje, jednak ostatnie koncerty trasy zostały anulowane. Dlaczego? Kto to wie... W każdym razie wakacje się kończą, a jutro znowu zaczyna się szkoła. Pewnie będziecie zszokowani, ale cieszę się z tego. Spotkam się z Eri, dziewczynami, całym moim mini zespolikiem, dla którego ciągle nie możemy wymyślić nazwy. Stęskniłam się nawet za Amy i jej ciągłymi aluzjami pod moim imieniem. Dziwna jestem co nie? Tak czy inaczej idę się pakować i do zobaczenia w szkole. Całuski, Wasza Sky ;*

Kto jest kim...

SKY
Główna bohaterka, szesnastolatka, uczennica pierwszej klasy liceum. Ma jedną najlepszą przyjaciółkę i amatorski zespół. Pisze piosenki jednak niezbyt się do tego przyznaje.

ROSS
Piosenkarz, aktor, lider w zespole,idol nastolatek. Czy odnajdzie się świecie do którego chcąc, nie chcąc trafił??
AMY
Na pozór słodziutka, kochana, zawsze pomocna, a jednak potrafi człowiekowi dogryźć.Nigdzie nie rusza się bez swoich dwóch cieni.
NATALIE
Dziewczyna poznana przypadkiem, jedyna poza Sky przedstawicielka płci pięknej w zespole.
ERICA
Najlepsza przyjaciółka Sky. Wybuchowa, rozrywkowa, smutna, poważna... Trudno nadążyć za jej humorem.

JOY&TRIS&ZOE
Trzy bardzo bliskie Sky koleżanki. Nie są one postaciami pierwszoplanowymi jednak wiele razy usłyszycie ich imię.
RACHEL&TAYLOR
Czyli Rach i Tay: świta Amy, która pomimo pozorów, które stwarza ma swój rozum.
FABIAN&SIMON&JEREMY
Trójka chłopaków, którzy odgrywają specyficzną rolę w życiu Sky. Dwoje z nich to bracia, którzy?przekonacie się sami ;)


To tyle wprowadzenia, jeżeli chodzi o bohaterów. Mam nadzieję, że wam się spodobali. Co do prologu to pojawi się albo dzisiaj późnym wieczorem, albo dopiero jutro. Piszcie co sądzicie o bohaterach i do "napisania" w najbliższym czasie ;*

Welcome!

Hej, hej :)
Witajcie na moim blogu ;)
Będzie on związany z zespołem mojego życia, czyli R5, a co do fabuły i postaci wszystko wyjaśnię w następnym poście. Mam nadzieję, że polubicie i mnie i tego bloga.

Na wstępie powiem jeszcze parę słów o sobie:
Mam na imię Martyna, mam 15 lat, uwielbiam R5, Eda Sheerana, Tay Swift, 5sos i Demi Lovato.
Moją pasją jest muzyka(gram na paru instrumentach ;) ), ale równie mocno kocham czytać. Jeżeli chcecie wiedzieć coś więcej to wchodźcie na mój profil, a na razie zapraszam do czytania . :)