piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział 4



... i tak to się mniej więcej zaczęło, a resztę już pewnie wiesz.-skończył opowiadać swoją historię. Wracaliśmy właśnie ze szkoły i Ross zaoferował się, że odprowadzi mnie do domu. 
- No jasne, że wiem. Sława, bogactwo, masa fanek..- wyliczałam po kolei na palcach
- Bardzo zabawne.- powiedział sarkastycznie, jednak nie przestał się uśmiechać, więc uznałam, że żartuje tak samo jak ja.- A co z twoją historią?
- Nie ma o czym opowiadać.-stwierdziłam-Urodziłam się tutaj, dorastałam, chodziłam do jednej klasy z większością tych ludzi odkąd mieliśmy po 6 lat, same nudy...
- Nie, chodziło mi o twoją historię związaną z muzyką. Jak się nią zainteresowałaś?
- Tu też nie ma się zbytnio o czym rozgadywać. Kiedy miałam 9 lat rodzice zapisali mnie na lekcje fortepianu, dwa lata później sięgnęłam po gitarę, a śpiew jakoś sam przyszedł.
- Jakoś?! Czy ty się kiedykolwiek słyszałaś? Jesteś niesamowita!- mówił rozentuzjazmowany, jednak jakoś ciężko było mi uwierzyć w jego słowa.
- Szczerze?- zapytałam niepewnie, a on skinął głową- Zdaje sobie sprawę, że może gdzieś tam mam śladowe ilości talentu, jednak moje otoczenie skutecznie je uciszyło, a kiedy założyliśmy zespół, no wiesz ten o którym ci opowiadałam na lunch'u. Pół okolicy stwierdziło, że mi odbiło i robię to tylko żeby się popisać. Poza tym ludzie stąd mają odmienny gust muzyczny niż ja, więc...-przerwałam, bo sama nie wiedziałam jak wytłumaczyć mu, że nie chcę się wybijać, ponieważ osoba, która powinna być moim największym fanem wyzywa mnie za każdym razem, gdy tylko wspominam o występach przed większą publicznością.
- Jakoś nie wyglądasz mi na osobę, która przejmuje się opinią innych.- sprostował Ross
- Bo tak nie jest!- zaprzeczyłam.- Ja po prostu nie lubię się wychylać.- to było po części prawdą, bo faktycznie nienawidziłam wybiegać przed tłum, a później tłumaczyć się z moich szalonych pomysłów.
- W każdym razie powinnaś coś z tym zrobić.
- A ty co? Dzisiaj pierwszy raz gadamy ze sobą bez wpadania na siebie i nienormalnych zwierząt,a ty już myślisz, że możesz mi mówić co mam robić?
- No tak troszkę myślałem.- powiedział i dał mi kuksańca- A te zwierzęta to było o twoim psie czy Jeremim?-zapytał a ja nie wytrzymałam i oboje parsknęliśmy śmiechem.- Fajny jesteś.-chlapnęłam bezmyślnie i po paru sekundach czułam jak moje policzki płoną czerwienią.
- A ty się fajnie rumienisz.- powiedział i mrugnął do mnie z uśmiechem.- Także tutaj mieszkasz?-zapytał kiedy doszliśmy do mojej ulicy. Dzięki Bogu zmienił temat!
- Tak, to ten dom po lewej.-powiedziałam wskazując na ceglany budynek znajdujący się bardzo blisko nas.
- To całkiem niedaleko ode mnie. Może wpadnę po ciebie jutro przed szkołą i pójdziemy razem?
- Czemu nie, we dwoje zawsze raźniej.
- W takim razie będę o 7:20.-powiedział
- O której?! Co najmniej 7:30!- zaprotestowałam
- Może być, ale jak nie będziesz gotowa to wpakuję ci się do domu przez okno i dosłownie zwlekę z łóżka.
- Nie będzie takiej potrzeby.- stwierdziłam, jednak kiedy wyobraziłam sobie taką sytuację zaspanie okazało się całkiem kuszącą propozycją.- No to jutra, pa.
- Narka.- powiedział i odszedł w kierunku swojego domu, a ja weszłam na podwórko, gdzie czekał na mnie uradowany Juice.
- No i co się tak cieszysz?- zapytałam- Po protu mamy podobny gust muzyczny.- powiedziałam próbując znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie dzisiejszego zachowania Ross'a. Usłyszał rano jak śpiewam, porozmawialiśmy chwilkę, poszliśmy na lekcje, zapytał czy nie oprowadzę go po szkole, zgodziłam się, zgadaliśmy się na temat kilku kapel, których oboje słuchamy, no i odprowadził mnie do domu. Koniec historii. Pomyślałam, że napiszę do Erici, ponieważ nie było jej dzisiaj w szkole(już drugiego dnia!), jednak kiedy otworzyłam laptopa zobaczyłam z bilion wiadomości od Tris i Joy:
TRIS:
~Czy to prawda, że Ross Boski Lynch jest tutaj?!!!!!- O nie.... jak ona mogła tak szybko to rozgryźć, teraz nie da mi żyć. Następna wiadomość też była od niej.
~TO PRAWDA!!! Czemu nic mi nie powiedziałaś? Gadałaś z nim? Jaki jest? Reszta też tu przyjedzie? ODPISZ!
Kolejne dwie wiadomości były od Joy:
~Ej słyszałam jakieś plotki o sławnych ludziach na końcu świata. To prawda?
~Jak tam szkoła? Amy ciągle żyje, czy mogę wyprawiać imprezę?-ha ha ha. Szczera jak zawsze. Szybko jej odpisałam.
~ Żyje, żyje, ale imprezę ciągle możesz zrobić. Co do reszty wszystkiego dowiecie się w sobotę. Buziaki ;*
Po wysłaniu sms-a, sprawdziłam kilka portali społecznościowych, jednak ponieważ nie znalazłam nic ciekawego, postanowiłam odrobić lekcje. Zajęło mi to mniej więcej 15 minut, więc miałam jeszcze sporo czasu do wieczornej próby. Wzięłam moją ulubioną książkę i zaszyłam się na kanapie w salonie, nawet nie wiem kiedy usunęłam. Obudziłam się, a na zegarku była już 18, jednak wciąż miałam prawie godzinę. Pomyślałam że mogę napisać coś na blogu, więc usiadłam przed laptopem i otworzyłam swój profil. O dziwo było na nim ponad 100 komentarzy i nie do końca dotyczyły one mojej twórczości.
~Myślisz że teraz staniesz się taka popularna?
~ Zostaw Rossa w spokoju!
~ Nikt i tak nie liczy się z twoim zadaniem.
I cała masa innych... Większość po prostu olałam, bo były to tylko nieuzasadnione docinki zazdrosnych ośmiolatek, jednak jeden wpis przykuł moją uwagę. Nie był on zwykłym hejtem, to była groźba.
~ Widzę że szybko się pocieszyłaś. Ciekawe czy Erica otrząśnie się równie szybko, gdy dowie się co robiłaś w wakacje... :* 
Jak to możliwe? Kto to napisał? Przecież nikt nie wiedział... Nie mógł wiedzieć! Ale gdyby nie wiedział, nie napisałby tego komentarza...

~~~~~~
Już czwarty rozdział! Dzisiaj nareszcie postanowiłam wprowadzić nieco akcji ;) Mam nadzieję, że wam się podoba i zachęcam do komentowania, bo to bardzo motywuje do pisania ;**


wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 3

Dla większości osób muzyka to "spoko piosenki w radiu". Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy w ten sposób traktowali muzyczny świat. Dla mnie był on zawsze czymś "więcej". Był on stylem życia, wspomnieniami, powodem do smutku I radości, a przede wszystkim oderwaniem się od tej zabieganej, pełnej fałszywości i problemów rzeczywistości. Tak właśnie czułam się teraz- odseparowana od reszty świata. Po dwóch miesiącach przerwy nareszcie czułam się jak w domu. Moja malutka grupa składająca się z Fabiana, Simona i Natt była dla mnie niemal jak rodzina. Przez cały zeszły rok spędziłam z nimi prawie tyle samo czasu co z Eri, co było nie lada wyczynem. Poznaliśmy się przez przypadek w szkole muzycznej, a jak się później okazało dzieliliśmy się wspólnymi znajmomymi w postaci Tris, Joy i Zoe. Byliśmy tym tak zaskoczeni, że postanowiliśmy umówić i lepiej poznać. Tak znaleźliśmy wspólne zamiłowanie do muzyki, a że wszyscy uczęszczamy do jednej szkoły muzycznej postanowiliśmy założyć mini zespół. Mieliśmy wszystko czego było nam potrzeba: perkusje(Fabian), klawisze(Natalie), gitarę(Simon) i mnie(wokal i gitara). Mieliśmy dość podobny gust muzyczny, więc zaczęliśmy nagrywać covery naszych ulubionych kawałków. Wszystko ładnie, pięknie, graliśmy, pokazywalismy na koncertach organizowanych w szkole, jednak jak puścić piosenkę w świat internetu, gdy zespół nie posiada nazwy?Co do tej kwestii nie mogliśmy się zgodzić od czterech miesięcy i nic nie wskazywało na jakikolwiek kompromis. Także po wakacyjnej przerwie znajdowaliśmy się w wysłużonym audytorium naszego liceum śmiejąc się, dzieląc przeżyciami z wakacji i szykując listę najnowszych piosenek, które chcielibyśmy wykonać. Miałam kilka kawalkow, które idealnie nadawały się na występy podczas jesiennych festynow, jednak od dobrego miesiąca naprawdę kochałam tylko jedna piosenkę.
- A wtedy postanowilem, że odważę się i poproszę ją do tańca...-opowiadał Fabian
- A ona dała ci kosza. Tak, tak to było bardzo dramatyczne, ale co to ma wspólnego z piosenką?- przerwał mu braciszek.
- No daj dokończyć. Także kiedy mi kulturalnie odmówiła-powiedział z naciskiem na dwa ostatnie słowa-usłyszałem jak leci taka jedna piosenka. To szło jakoś tak...-stwierdził i zaczął grać kilka dobrze znanych mi akordów.
-"Defying Gravity"- powiedziałam bardziej do siebie niż do nich.
- Mówisz? Nie to chyba było coś na "K"-stwierdził Fabian
- Nie chodziło mi o twoją piosenkę. Chciałabym żebyśmy zagrali "Defying gravity". To jest z takiego musicalu.- tłumaczyłam
- Z musicalu? Ty tak na serio Sky?-spytała zdziwiona Natalie.
- Tak. A czemu nie? To bardzo wzruszająca piosenka.- broniłam się 
- Może i wzruszająca, ale my jesteśmy zespołem, a nie jakimś tam chórkiem z musicalu.-powiedział Fabian
- Poza tym nikt już nie słucha takich piosenek.-dodał Sim.
-Ja słucham!
- I za to cię kochamy, ale sądzę że zostaniemy przy "Really Don't Care". Okey?
- Dobra.- zgodziłam się niechętnie
- Sorrka Chmurko innym razem.- powiedział Simon i cmoknął mnie w policzek.- A teraz do roboty!
Po godzinie próby i ciągłych wygłupów stwierdziliśmy, że czas udać się na lekcje. Natt upierała się żeby urwać się z pierwszych godzin jednak, ponieważ była ona w maturalnej klasie razem z Simonem została siłą zaciągnięta do klasy. Jako że byłam najmłodszym ogniwem naszej paczki to ja zawsze zostawałam posprzątać sprzęt i sprawdzić czy wszystko działa jak powinno. Tak było i tego dnia. Dokonczyłam właśnie stroic ostatnią gitarę i odłożyłam ją na odpowiednie miejsce. Jedyne co musiałam jeszcze zrobić to sprawdzić czy mikrofony pozostały w nienaruszonym stanie i mogłam biec na fizykę. Podeszłam do środkowego statywu i jak zwykle odliczyłam kilka razy do trzech. Mój głos roznosił się echem po sali, co pokusiło mnie do zrobienia małego występu. W końcu miałam jeszcze cale 10 minut do dzwonka. Podpiełam telefon do głośników i po chwili w całym pomieszczeniu rozbrzmialy pierwsze dźwięki piosenki, o której pół godziny temu opowiadałam moim przyjaciołom. Nie wiem czemu tak negatywnie na nią zareagowali. Był to przecież niezwykły utwór, o pokonywaniu przeszkód i "Zwalczaniu Grawitacji". Zaczęłam śpiewać i poczułam jak bardzo teskniłam za moimi potajemnymi solówkami. Były to chwile kiedy czułam, że faktycznie jestem tylko ja i muzyka. Bez innych instrumentów, nauczycieli, sluchaczy, kogokolwiek... Tylko my we dwoje. Śpiewałam spokojnie i od serca, a kiedy zabrzmiały ostatnie nuty usłyszałam ciche oklaski. Rozejrzałam się po sali i zobaczyłam jak z jednej z wnęk wyłania się Ross.
- To było coś pięknego.-powiedział wchodząc do mnie na scenę.

~~~~~~~~~
A oto i jest już trzeci rozdział! :D Dzisiaj bardziej muzyczny, więc piszcie co o nim sądzicie. Mam nadzieję że wam się podoba i pamiętajcie, że liczę się z każdym waszym komentarzem. A co do piosenek, które będę dodawała dość często, to wszystkie istnieją naprawdę, więc jeśli chcecie to zapraszam do odsłuchania ;*

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 2

***
Przetrwałam!!! Nawet nie wyobrażacie sobie kogo dzisiaj spotkałam! Rossa Lynch'a! Tak tego Rossa, tak tego Lynch'a i NIE nie żartuję. Przyszedł sobie jak nigdy nic do mojej szkoły, klasy, a nawet ławki i myśli, że kurde mu tak wszystko wolno! Skąd on się tu w ogóle wziął? Znudziły mu się salony w Los Angeles i postanowił przenieść się do największej dziury we wszechświecie? Muszę się go o to zapytać... Ale ja już wam opowiadam co się działo, bo wręcz słyszę cisnące się na wasze usta pytania: Jak zareagowałaś, gdy go zobaczyłaś? Jest aż taki przystojny jak w telewizji? Rozmawiałaś z nim? Już wszystko tłumaczę: Około 7:55 zderzyliśmy się, kiedy usiłowałam przedostać się na lekcje, moja kochana przyjaciółka od serca musiała się oczywiście spóźnić, więc jedyne wolne miejsce znajdowało się w mojej ławce i tak oto blondynek znalazł się ponownie obok mnie. Oczywiście przez całą lekcję miałam wrażenie, że dostałam jakichś halucynacji od słońca i nadmiaru wrażeń, jednak Rachel musiała uświadomić mi ( i przy okazji całej klasie), że wcale nie śpię. Otóż kiedy Jerry (nasz nauczyciel) wyszedł odebrać telefon zrobił się jeden wielki harmider-nic nowego. Jeremy zaczął zagadywać do Rossa coś o tym, że fajnie że jest w naszej klasie, na pewno dobrze się dogadają i tym podobne bzdety, a Rachel bardzo dyskretnie i cicho zapytała się Taylor:
- Ej to jest ten chłopak co go Sky tak uwielbia??-totalna żenada! Całą lekcje spędziłam na wyjątkowo dokładnym sporządzaniu notatek z lekcji... No i  sumie to koniec historii, bo resztę dnia spędziłam spacerując z Eri i śledząc jej obiekt zainteresowań. Rossa widziałam tylko kiedy wchodził i wychodził z klas, bo o dziwo złapał świetny kontakt z Jeremim i wyglądało na to, że ze wszystkich sił unikał zalotów Wielkiej Trójki. To musiał być dla nich szok! Zdziwieni co nie? Zero pisków, płaczu, skakania ze szczęścia i tym podobnych... Szczerze sama się sobie dziwię, bo kiedy byłam młodsza milion razy wyobrażałam jak będzie wyglądać nasze spotkanie, a tu...nic. Zero fajerwerków, serduszek, przytulasów....nic. Bo w sumie to co ja o nim wiem? Suche fakty, które podają nam media, a teraz w końcu mam okazję poznać go na prawdę. Bez telewizji, reporterów, plotek i domysłów. Mogę zobaczyć jaki jest w prawdziwym życiu i nie mówię tu o miłości od pierwszego wejrzenia, mówię o tym że mam szansę zaprzyjaźnić się z kimś kto może, w końcu mnie zrozumie...
No więc to chyba na tyle bo jutro o 6:00 mam pierwszą w tym roku próbę i muszę być wypoczęta ;) Całuski, Wasza Sky ;*
-Juice!!! Stój!-co mnie podkusiło żeby kupić sobie psa i na dodatek spuścić go ze smyczy? Od dobrych 15 minut goniłam go po całej okolicy próbując zagonić do domu. Niestety bez skutku, a przecież za pół godziny muszę być w audytorium, bo inaczej chłopaki i Natalie mnie zabiją.- No poczekaj na mnie!-krzyknęłam i zatrzymałam się na chwilę. Nigdy nie byłam fanką biegów długodystansowych, a przez ostatni kwadrans przebiegłam więcej niż w ciągu ostatniego tygodnia. Resztkami sił zaczęłam więc biec truchtem co chwila wołając Juice'a i z całych sił próbując nie potknąć się o własne nogi i...potknęłam się! Pierwsze co pomyślałam to: Czemu ulica nie jest twarda? Drugą myślą było: Na kim ja kurde leżę?
- Jeszcze raz na mnie wpadniesz i pomyślę, że robisz to celowo.-usłyszałam i momentalnie podniosłam się z ziemi. Ross wstał równo ze mną i zaczął się we mnie wpatrywać. Nie wiem czy myślał, że się speszę albo coś w ten deseń, ale postanowiłam nie odwracać wzroku i urządzić sobie mały pojedynek na spojrzenia.Nagle ni stąd, ni zowąd zaczął się śmiać.
- A tobie co?-spytałam się zdziwiona
- Nic, nic. Po prostu czekam jak długo wytrzymasz zanim zaczniesz piszczeć.-powiedział rozbawiony
- Co?
- Oj, no weź przestań Jer powiedział mi że masz obsesję na naszym punkcie.
- Po A: Od kiedy to Jer wie na czyim punkcie mam albo nie mam obsesji, po B: muszę iść bo gonię psa.- stwierdziłam mocno wkurzona i ruszyłam przed siebie. Po chwili poczułam jak Ross łapie mnie za ramię.
- Twój pies wpadł na moje podwórko, a ja przepraszam. Nie chciałem wyjść na jakiegoś kretyna.
- No a jednak wyszedłeś. Jak przykro.- powiedziałam z ironią i otworzyłam furtkę do domu obok.- To twój dom tak?-upewniłam się
- Tak, tak. Wchodź.-powiedział. Widziałam, że zrobiło mu się naprawde głupio po tym co powiedzial, jednak stwierdzilam, że jeżeli chce mojego wybaczenia będzie musiał się jakoś odkupić.-Często biegasz po okolicy?-spróbował zmienić temat.
- Tylko w nadzwyczajnych sytuacjach, jak ta dzisiejsza. A ty często wierzysz we wszystko co mówią osoby, których prawie w ogóle nie znasz?
- Nie, już cię przeprosiłem za ten tekst. Po prostu nigdy nie chodziłem do szkoły i chce się jakoś wpasowac, a Jer wydaje się całkiem sympatyczny.-tłumaczył się
- Bo on jest sympatyczny, ale czasem lubi pleść trzy po trzy. Tak w ogóle to jestem Sky.-powiedziałam bo uświadomiłam sobie, że nigdy nie miałam okazji się przedstawić.
- A ja Ross.- odpowiedział sciskajac moja dłoń.
- Wiem.- stwierdziłam mało myśląc i po chwili bardzo zainteresowałam się zapinaniem Juice'a na smycz.
- Czyli jednak słyszałaś o mnie.- powiedział niepewnie Ross
- No pewnie, że slyszalam. Uwielbiam R5.-powiedziałam już z większym uśmiechem na twarzy, bo moja podła natura nie pozwoliła mi na zgrywanie poważnej dłużej niż pięć minut.- Ale to wcale nie znaczy, że man obsesje.-sprostowałam
- To dobrze, bo już się bałem, że bede musiał szukać innej szkoły.-powiedział z ulgą a ja tylko uniosłam brew ze zdziwieniem.
- A to niby czemu?
- Bo chce żeby te trzy lata, które spędzę w liceum były tylko moje. Rozumiesz?-spytał dość niepewnie. Niepewny Lynch, a to ci dopiero.
- Tak mi się zdaje.-powiedziałam i zdałam sobie sprawe, że sama też straciłam pewność siebie.
- A co tu w ogóle robiłaś? Poza gonieniem psa oczywiście.
- W sumie to nic. Starałam się nie spoznic na próbę w audytorium.
- Grasz na czymś?-zapytał wyraźnie zaciekawiony
- Bywa i tak.- stwierdziłam wymijajaco
- To może kiedyś cię posłucham.- zamyslil się
- Na pewno. Ja i mój "bezimienny" zespół jesteśmy jak licealne R5.- zażartowałam, a on zaczął się śmiać.
- No to obowiązkowo muszę wybadać konkurencję.- powiedział i smialismy się przez chwilę, jednak zaczęło robić się coraz pozniej, a na prawdę nie chciałam się spoznic już pierwszego dnia.- Dobra już cię nie zatrzymuję, do zobaczenia w szkole.
- Do zobaczenia, postaram się cię już więcej nie przewracać.-powiedziałam na pożegnanie, a gdy oddalałam się usłyszałam jeszcze:
- Mi to w ogóle nie przeszkadza telefonku...
~Ale się rozpisałam. ;) Także oto i macie rozdział number two, piszcie co o nim sądzicie i czy chcecie następne rozdziały. Czekam na wasze komentarze ;*

niedziela, 5 kwietnia 2015

Rozdział 1

- Rozumiesz to??? Oni zerwali! ZERWALI!!!-wydarła mi się do mojego ucha Erica i gdyby nie to, że cholernie się za nią stęskniłam to już dawno oberwałaby po głowie za te wrzaski.
- Ja nie jestem głucha!!!- odpowiedziałam równie głośno co ona.
- To czemu krzyczysz?!
- Bo ty zaczęłaś!
- Dobra skończmy z tym bo boli mnie gardło.- stwierdziła normalnym już tonem.
- Świetny pomysł.
- Słuchaj muszę iść jeszcze na chwilę do biblioteki. Poczekasz na mnie?
- Jasne. Tylko się pośpiesz!- dodałam ale Erica już zniknęła a rogiem, pedzac do biblioteki. Od kiedy ona w ogóle czyta? W każdym razie postanowiłam, że poczekam na nią przy portierni bo w miejscu gdzie stoje zrobiło się zdecydowanie zbyt tłoczno. W między czasie wyjęłam telefon, aby sprawdzić czy nikt do mnie nie napisał i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam aż trzy wiadomości. Pierwsza była od mamy; coś w stylu "jak tam pierwszy dzień, bla bla bla", a pozostałe dwie od Simona:
SIMON:
-Jutro 6:00 rano! Mamy całą salę tylko dla siebie! Będzie romantycznie ;)
- Znaczy będzie tam jeszcze Fab i Natt,więc się nie ciesz za bardzo. :D
"Ale mu się żarty trzymają", pomyślałam sobie. Już chciałam odpisać mu coś zabawnego w stylu: zniszczyłeś moje marzenia, albo coś w tym stylu, gdy poczułam jak uderzam o coś (a raczej o kogoś, jak się później okazało), a mój telefon spada na podłogę. Od razu schyliłam się, żeby go podnieść i poczułam nieprzyjemne uderzenie w okolicach czaszki.
-Przepraszam.- powiedzieliśmy oboje. Ponieważ sądząc po głosie zderzyłam się z chłopakiem. Podał mi telefon, a ja ciągle rozmasowując bolącą głowę zauwazylam, że ma on conversy z logiem R5. A to ci dopiero! Podniosłam głowę, aby zobaczyć twarz mojego "brata" i.... Zatkało mnie to mało powiedziane. Przed moimi oczami stał sam Ross Lynch! Albo jakaś halucynacja przypominająca Rossa?
- Nic ci nie jest?-zapytał, ale ja tylko stałam i gapiłam się na jego twarz- Straszna niezdara ze mnie czasami, poza tym jestem tu nowy. Nie wiesz gdzie jest sekretariat tak w ogóle?
- Prosto i na końcu w lewo.- Na końcu w lewo?!! Tylko na tyle cię stać Sky?! Skarciłam się w duchu.
- Na pewno nic ci nie jest?
- Wszystko ok.- czy mnie już totalnie pogięło???
- To dobrze. Jeszcze raz sorry.- powiedział i udał się we wskazanym przeze mnie kierunku. Wszystko to zdarzyło się tak szybko, że nie byłam pewna czy nie był to tylko sen. Dla pewności całą drogę do klasy szczypałam się w rękę.
- Cześć Chmurko!- usłyszałam, gdy weszłam do klasy. Był to oczywiście nie kto inny jak Jer-mój przyjecielo-wróg od przedszkola.
- Hey, hey.- rzuciłam i usiadłam w swojej ławce
- O, hejka Sky.- nie, nie, nie tylko nie ona!
- Cześć Am.- przywitałam się najweselej jak tylko mogłam
- Co tam u ciebie? Jak wakacje, bo moje były nieziemskie.
- Spoko.- odpowiedziałam licząc, że sobie pójdzie.
- To fajnie.-a jednak nie...- A gdzie zgubiłaś Ericę?-Eri!!! Ona mnie zabije! Już chciałam wrócić się po nią, jednak zadzwonił dzwonek. Dzięki Bogu Amy siedziała na drugim końcu sali i sobie poszła, ale moje szczęście nigdy nie trwa długo, gdyż w tym momencie do klasy wszedł nauczyciel prowadząc pod rękę pewnego chłopaka. Domyślacie się o kim mówię? Tak! Dobrze myślicie! Był to Ross (albo już totalnie ześwirowałam...)
- Witam klaso. Mam nadzieję, że wypoczęliście w te wakacje, bo czeka nas dużo pracy.-ogłosił tym swoim wiecznie radosnym tonem.- A oto nasz nowy uczeń Ross. Może kojarzycie go z telewizji?- czemu wszyscy spojrzeli na mnie?!
- Ross usiądź sobie...- powiedział nauczyciel rozglądając się za wolnym miejscem dla blondyna. Erica gdzie ty jesteś?!!-...koło Sky.- Nie! Nienawidzę Erici! Chociaż w sumie... To w końcu Ross Lynch... Ross! Tak! Tak, tak, tak!!!
- Hej telefonku.- usłyszałam niespodziewanie tuż koło mojego ucha. Kiedy on zdążył tu podejść?
- Cześć.- odpowiedziałam i podniosłam głowę, a pierwsze co zobaczyłam to para zabójczych czekoladowych oczu.
- To będzie długie 45 minut.- pomyślałam...
Ta daam!!! Oto i jest pierwszy rozdział! Piszcie co o nim sądzicie ;)

Prolog

I oto jest nasz prolog. Miłego czytania :)

***
Podobno ludzie w liceum dzielą się na dwie grupy: popularni i trzymający się na uboczu. Ja dzielę ich według nieco innych kategorii: Ludzie, którzy udają miłych i wspaniałych oraz ludzie którzy w te bajki nie wierzą. W sumie nie wiem do której kategorii należę ja, ale szczerze mówiąc w ogóle mnie to nie obchodzi. Mam przyjaciolke, kilkoro znajomych, rodzinę, psa.... Czego więcej mi trzeba? Na pewno nowych strun do gitary, bo ostatnie zostały skutecznie unicestwione przez Fabiana. Chciałabym jeszcze spotkać moich idoli, czyli tak zwane R5. Większość z was pewnie słyszała o tym zespole, (a jeśli nie to wiecie do czego służy Youtube ;) ). Otóż w zeszłym roku miałam okazję ich zobaczyć jednak moje wspaniałomyślne płuca musiały dostać zapalenia! Liczyłam na jakiś koncert w te wakacje, jednak ostatnie koncerty trasy zostały anulowane. Dlaczego? Kto to wie... W każdym razie wakacje się kończą, a jutro znowu zaczyna się szkoła. Pewnie będziecie zszokowani, ale cieszę się z tego. Spotkam się z Eri, dziewczynami, całym moim mini zespolikiem, dla którego ciągle nie możemy wymyślić nazwy. Stęskniłam się nawet za Amy i jej ciągłymi aluzjami pod moim imieniem. Dziwna jestem co nie? Tak czy inaczej idę się pakować i do zobaczenia w szkole. Całuski, Wasza Sky ;*

Kto jest kim...

SKY
Główna bohaterka, szesnastolatka, uczennica pierwszej klasy liceum. Ma jedną najlepszą przyjaciółkę i amatorski zespół. Pisze piosenki jednak niezbyt się do tego przyznaje.

ROSS
Piosenkarz, aktor, lider w zespole,idol nastolatek. Czy odnajdzie się świecie do którego chcąc, nie chcąc trafił??
AMY
Na pozór słodziutka, kochana, zawsze pomocna, a jednak potrafi człowiekowi dogryźć.Nigdzie nie rusza się bez swoich dwóch cieni.
NATALIE
Dziewczyna poznana przypadkiem, jedyna poza Sky przedstawicielka płci pięknej w zespole.
ERICA
Najlepsza przyjaciółka Sky. Wybuchowa, rozrywkowa, smutna, poważna... Trudno nadążyć za jej humorem.

JOY&TRIS&ZOE
Trzy bardzo bliskie Sky koleżanki. Nie są one postaciami pierwszoplanowymi jednak wiele razy usłyszycie ich imię.
RACHEL&TAYLOR
Czyli Rach i Tay: świta Amy, która pomimo pozorów, które stwarza ma swój rozum.
FABIAN&SIMON&JEREMY
Trójka chłopaków, którzy odgrywają specyficzną rolę w życiu Sky. Dwoje z nich to bracia, którzy?przekonacie się sami ;)


To tyle wprowadzenia, jeżeli chodzi o bohaterów. Mam nadzieję, że wam się spodobali. Co do prologu to pojawi się albo dzisiaj późnym wieczorem, albo dopiero jutro. Piszcie co sądzicie o bohaterach i do "napisania" w najbliższym czasie ;*

Welcome!

Hej, hej :)
Witajcie na moim blogu ;)
Będzie on związany z zespołem mojego życia, czyli R5, a co do fabuły i postaci wszystko wyjaśnię w następnym poście. Mam nadzieję, że polubicie i mnie i tego bloga.

Na wstępie powiem jeszcze parę słów o sobie:
Mam na imię Martyna, mam 15 lat, uwielbiam R5, Eda Sheerana, Tay Swift, 5sos i Demi Lovato.
Moją pasją jest muzyka(gram na paru instrumentach ;) ), ale równie mocno kocham czytać. Jeżeli chcecie wiedzieć coś więcej to wchodźcie na mój profil, a na razie zapraszam do czytania . :)