piątek, 10 kwietnia 2015
Rozdział 4
wtorek, 7 kwietnia 2015
Rozdział 3
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Rozdział 2
Przetrwałam!!! Nawet nie wyobrażacie sobie kogo dzisiaj spotkałam! Rossa Lynch'a! Tak tego Rossa, tak tego Lynch'a i NIE nie żartuję. Przyszedł sobie jak nigdy nic do mojej szkoły, klasy, a nawet ławki i myśli, że kurde mu tak wszystko wolno! Skąd on się tu w ogóle wziął? Znudziły mu się salony w Los Angeles i postanowił przenieść się do największej dziury we wszechświecie? Muszę się go o to zapytać... Ale ja już wam opowiadam co się działo, bo wręcz słyszę cisnące się na wasze usta pytania: Jak zareagowałaś, gdy go zobaczyłaś? Jest aż taki przystojny jak w telewizji? Rozmawiałaś z nim? Już wszystko tłumaczę: Około 7:55 zderzyliśmy się, kiedy usiłowałam przedostać się na lekcje, moja kochana przyjaciółka od serca musiała się oczywiście spóźnić, więc jedyne wolne miejsce znajdowało się w mojej ławce i tak oto blondynek znalazł się ponownie obok mnie. Oczywiście przez całą lekcję miałam wrażenie, że dostałam jakichś halucynacji od słońca i nadmiaru wrażeń, jednak Rachel musiała uświadomić mi ( i przy okazji całej klasie), że wcale nie śpię. Otóż kiedy Jerry (nasz nauczyciel) wyszedł odebrać telefon zrobił się jeden wielki harmider-nic nowego. Jeremy zaczął zagadywać do Rossa coś o tym, że fajnie że jest w naszej klasie, na pewno dobrze się dogadają i tym podobne bzdety, a Rachel bardzo dyskretnie i cicho zapytała się Taylor:
- Ej to jest ten chłopak co go Sky tak uwielbia??-totalna żenada! Całą lekcje spędziłam na wyjątkowo dokładnym sporządzaniu notatek z lekcji... No i sumie to koniec historii, bo resztę dnia spędziłam spacerując z Eri i śledząc jej obiekt zainteresowań. Rossa widziałam tylko kiedy wchodził i wychodził z klas, bo o dziwo złapał świetny kontakt z Jeremim i wyglądało na to, że ze wszystkich sił unikał zalotów Wielkiej Trójki. To musiał być dla nich szok! Zdziwieni co nie? Zero pisków, płaczu, skakania ze szczęścia i tym podobnych... Szczerze sama się sobie dziwię, bo kiedy byłam młodsza milion razy wyobrażałam jak będzie wyglądać nasze spotkanie, a tu...nic. Zero fajerwerków, serduszek, przytulasów....nic. Bo w sumie to co ja o nim wiem? Suche fakty, które podają nam media, a teraz w końcu mam okazję poznać go na prawdę. Bez telewizji, reporterów, plotek i domysłów. Mogę zobaczyć jaki jest w prawdziwym życiu i nie mówię tu o miłości od pierwszego wejrzenia, mówię o tym że mam szansę zaprzyjaźnić się z kimś kto może, w końcu mnie zrozumie...
No więc to chyba na tyle bo jutro o 6:00 mam pierwszą w tym roku próbę i muszę być wypoczęta ;) Całuski, Wasza Sky ;*
- Jeszcze raz na mnie wpadniesz i pomyślę, że robisz to celowo.-usłyszałam i momentalnie podniosłam się z ziemi. Ross wstał równo ze mną i zaczął się we mnie wpatrywać. Nie wiem czy myślał, że się speszę albo coś w ten deseń, ale postanowiłam nie odwracać wzroku i urządzić sobie mały pojedynek na spojrzenia.Nagle ni stąd, ni zowąd zaczął się śmiać.
- A tobie co?-spytałam się zdziwiona
- Nic, nic. Po prostu czekam jak długo wytrzymasz zanim zaczniesz piszczeć.-powiedział rozbawiony
- Co?
- Oj, no weź przestań Jer powiedział mi że masz obsesję na naszym punkcie.
- Po A: Od kiedy to Jer wie na czyim punkcie mam albo nie mam obsesji, po B: muszę iść bo gonię psa.- stwierdziłam mocno wkurzona i ruszyłam przed siebie. Po chwili poczułam jak Ross łapie mnie za ramię.
- Twój pies wpadł na moje podwórko, a ja przepraszam. Nie chciałem wyjść na jakiegoś kretyna.
- No a jednak wyszedłeś. Jak przykro.- powiedziałam z ironią i otworzyłam furtkę do domu obok.- To twój dom tak?-upewniłam się
- Tak, tak. Wchodź.-powiedział. Widziałam, że zrobiło mu się naprawde głupio po tym co powiedzial, jednak stwierdzilam, że jeżeli chce mojego wybaczenia będzie musiał się jakoś odkupić.-Często biegasz po okolicy?-spróbował zmienić temat.
- Tylko w nadzwyczajnych sytuacjach, jak ta dzisiejsza. A ty często wierzysz we wszystko co mówią osoby, których prawie w ogóle nie znasz?
- Nie, już cię przeprosiłem za ten tekst. Po prostu nigdy nie chodziłem do szkoły i chce się jakoś wpasowac, a Jer wydaje się całkiem sympatyczny.-tłumaczył się
- Bo on jest sympatyczny, ale czasem lubi pleść trzy po trzy. Tak w ogóle to jestem Sky.-powiedziałam bo uświadomiłam sobie, że nigdy nie miałam okazji się przedstawić.
- A ja Ross.- odpowiedział sciskajac moja dłoń.
- Wiem.- stwierdziłam mało myśląc i po chwili bardzo zainteresowałam się zapinaniem Juice'a na smycz.
- Czyli jednak słyszałaś o mnie.- powiedział niepewnie Ross
- No pewnie, że slyszalam. Uwielbiam R5.-powiedziałam już z większym uśmiechem na twarzy, bo moja podła natura nie pozwoliła mi na zgrywanie poważnej dłużej niż pięć minut.- Ale to wcale nie znaczy, że man obsesje.-sprostowałam
- To dobrze, bo już się bałem, że bede musiał szukać innej szkoły.-powiedział z ulgą a ja tylko uniosłam brew ze zdziwieniem.
- A to niby czemu?
- Bo chce żeby te trzy lata, które spędzę w liceum były tylko moje. Rozumiesz?-spytał dość niepewnie. Niepewny Lynch, a to ci dopiero.
- Tak mi się zdaje.-powiedziałam i zdałam sobie sprawe, że sama też straciłam pewność siebie.
- A co tu w ogóle robiłaś? Poza gonieniem psa oczywiście.
- W sumie to nic. Starałam się nie spoznic na próbę w audytorium.
- Grasz na czymś?-zapytał wyraźnie zaciekawiony
- Bywa i tak.- stwierdziłam wymijajaco
- To może kiedyś cię posłucham.- zamyslil się
- Na pewno. Ja i mój "bezimienny" zespół jesteśmy jak licealne R5.- zażartowałam, a on zaczął się śmiać.
- No to obowiązkowo muszę wybadać konkurencję.- powiedział i smialismy się przez chwilę, jednak zaczęło robić się coraz pozniej, a na prawdę nie chciałam się spoznic już pierwszego dnia.- Dobra już cię nie zatrzymuję, do zobaczenia w szkole.
- Do zobaczenia, postaram się cię już więcej nie przewracać.-powiedziałam na pożegnanie, a gdy oddalałam się usłyszałam jeszcze:
- Mi to w ogóle nie przeszkadza telefonku...
niedziela, 5 kwietnia 2015
Rozdział 1
- Ja nie jestem głucha!!!- odpowiedziałam równie głośno co ona.
- To czemu krzyczysz?!
- Bo ty zaczęłaś!
- Dobra skończmy z tym bo boli mnie gardło.- stwierdziła normalnym już tonem.
- Świetny pomysł.
- Słuchaj muszę iść jeszcze na chwilę do biblioteki. Poczekasz na mnie?
- Jasne. Tylko się pośpiesz!- dodałam ale Erica już zniknęła a rogiem, pedzac do biblioteki. Od kiedy ona w ogóle czyta? W każdym razie postanowiłam, że poczekam na nią przy portierni bo w miejscu gdzie stoje zrobiło się zdecydowanie zbyt tłoczno. W między czasie wyjęłam telefon, aby sprawdzić czy nikt do mnie nie napisał i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam aż trzy wiadomości. Pierwsza była od mamy; coś w stylu "jak tam pierwszy dzień, bla bla bla", a pozostałe dwie od Simona:
SIMON:
-Jutro 6:00 rano! Mamy całą salę tylko dla siebie! Będzie romantycznie ;)
- Znaczy będzie tam jeszcze Fab i Natt,więc się nie ciesz za bardzo. :D
"Ale mu się żarty trzymają", pomyślałam sobie. Już chciałam odpisać mu coś zabawnego w stylu: zniszczyłeś moje marzenia, albo coś w tym stylu, gdy poczułam jak uderzam o coś (a raczej o kogoś, jak się później okazało), a mój telefon spada na podłogę. Od razu schyliłam się, żeby go podnieść i poczułam nieprzyjemne uderzenie w okolicach czaszki.
-Przepraszam.- powiedzieliśmy oboje. Ponieważ sądząc po głosie zderzyłam się z chłopakiem. Podał mi telefon, a ja ciągle rozmasowując bolącą głowę zauwazylam, że ma on conversy z logiem R5. A to ci dopiero! Podniosłam głowę, aby zobaczyć twarz mojego "brata" i.... Zatkało mnie to mało powiedziane. Przed moimi oczami stał sam Ross Lynch! Albo jakaś halucynacja przypominająca Rossa?
- Nic ci nie jest?-zapytał, ale ja tylko stałam i gapiłam się na jego twarz- Straszna niezdara ze mnie czasami, poza tym jestem tu nowy. Nie wiesz gdzie jest sekretariat tak w ogóle?
- Prosto i na końcu w lewo.- Na końcu w lewo?!! Tylko na tyle cię stać Sky?! Skarciłam się w duchu.
- Na pewno nic ci nie jest?
- Wszystko ok.- czy mnie już totalnie pogięło???
- To dobrze. Jeszcze raz sorry.- powiedział i udał się we wskazanym przeze mnie kierunku. Wszystko to zdarzyło się tak szybko, że nie byłam pewna czy nie był to tylko sen. Dla pewności całą drogę do klasy szczypałam się w rękę.
- Cześć Chmurko!- usłyszałam, gdy weszłam do klasy. Był to oczywiście nie kto inny jak Jer-mój przyjecielo-wróg od przedszkola.
- Hey, hey.- rzuciłam i usiadłam w swojej ławce
- O, hejka Sky.- nie, nie, nie tylko nie ona!
- Cześć Am.- przywitałam się najweselej jak tylko mogłam
- Co tam u ciebie? Jak wakacje, bo moje były nieziemskie.
- Spoko.- odpowiedziałam licząc, że sobie pójdzie.
- To fajnie.-a jednak nie...- A gdzie zgubiłaś Ericę?-Eri!!! Ona mnie zabije! Już chciałam wrócić się po nią, jednak zadzwonił dzwonek. Dzięki Bogu Amy siedziała na drugim końcu sali i sobie poszła, ale moje szczęście nigdy nie trwa długo, gdyż w tym momencie do klasy wszedł nauczyciel prowadząc pod rękę pewnego chłopaka. Domyślacie się o kim mówię? Tak! Dobrze myślicie! Był to Ross (albo już totalnie ześwirowałam...)
- Witam klaso. Mam nadzieję, że wypoczęliście w te wakacje, bo czeka nas dużo pracy.-ogłosił tym swoim wiecznie radosnym tonem.- A oto nasz nowy uczeń Ross. Może kojarzycie go z telewizji?- czemu wszyscy spojrzeli na mnie?!
- Ross usiądź sobie...- powiedział nauczyciel rozglądając się za wolnym miejscem dla blondyna. Erica gdzie ty jesteś?!!-...koło Sky.- Nie! Nienawidzę Erici! Chociaż w sumie... To w końcu Ross Lynch... Ross! Tak! Tak, tak, tak!!!
- Hej telefonku.- usłyszałam niespodziewanie tuż koło mojego ucha. Kiedy on zdążył tu podejść?
- Cześć.- odpowiedziałam i podniosłam głowę, a pierwsze co zobaczyłam to para zabójczych czekoladowych oczu.
- To będzie długie 45 minut.- pomyślałam...
Prolog
I oto jest nasz prolog. Miłego czytania :)
***
Podobno ludzie w liceum dzielą się na dwie grupy: popularni i trzymający się na uboczu. Ja dzielę ich według nieco innych kategorii: Ludzie, którzy udają miłych i wspaniałych oraz ludzie którzy w te bajki nie wierzą. W sumie nie wiem do której kategorii należę ja, ale szczerze mówiąc w ogóle mnie to nie obchodzi. Mam przyjaciolke, kilkoro znajomych, rodzinę, psa.... Czego więcej mi trzeba? Na pewno nowych strun do gitary, bo ostatnie zostały skutecznie unicestwione przez Fabiana. Chciałabym jeszcze spotkać moich idoli, czyli tak zwane R5. Większość z was pewnie słyszała o tym zespole, (a jeśli nie to wiecie do czego służy Youtube ;) ). Otóż w zeszłym roku miałam okazję ich zobaczyć jednak moje wspaniałomyślne płuca musiały dostać zapalenia! Liczyłam na jakiś koncert w te wakacje, jednak ostatnie koncerty trasy zostały anulowane. Dlaczego? Kto to wie... W każdym razie wakacje się kończą, a jutro znowu zaczyna się szkoła. Pewnie będziecie zszokowani, ale cieszę się z tego. Spotkam się z Eri, dziewczynami, całym moim mini zespolikiem, dla którego ciągle nie możemy wymyślić nazwy. Stęskniłam się nawet za Amy i jej ciągłymi aluzjami pod moim imieniem. Dziwna jestem co nie? Tak czy inaczej idę się pakować i do zobaczenia w szkole. Całuski, Wasza Sky ;*
Kto jest kim...
Główna bohaterka, szesnastolatka, uczennica pierwszej klasy liceum. Ma jedną najlepszą przyjaciółkę i amatorski zespół. Pisze piosenki jednak niezbyt się do tego przyznaje.
Welcome!
Witajcie na moim blogu ;)
Będzie on związany z zespołem mojego życia, czyli R5, a co do fabuły i postaci wszystko wyjaśnię w następnym poście. Mam nadzieję, że polubicie i mnie i tego bloga.
Na wstępie powiem jeszcze parę słów o sobie:
Mam na imię Martyna, mam 15 lat, uwielbiam R5, Eda Sheerana, Tay Swift, 5sos i Demi Lovato.
Moją pasją jest muzyka(gram na paru instrumentach ;) ), ale równie mocno kocham czytać. Jeżeli chcecie wiedzieć coś więcej to wchodźcie na mój profil, a na razie zapraszam do czytania . :)








